sobota, 21 grudnia 2013

O mnie:)

Chcę abyście mnie znali, nie tylko z wyglądu, ale też z charakteru. Opiszę trochę siebie i swoje zwyczaje itp.
- Mam 14 lat
- Mieszkam w ogromnym domciu jednorodzinnym
- Mam rodzeństwo w różnym wieku
- Uwielbiam spaghetti, naleśniki, lody i żelki
- Mój ulubiony kolor to niebieski i żółty
- Mam pasa Tolericę
- Często oglądam Jęźdzcy smoków, Alvin i wiewiórki, Harry Potter, Sagę Zmierzch i inne tego typu :)
- Na drugie mam Julia
- Lubie przebywać na dworzu, wspinać się na drzewa, chodzić na przechadzki, nocować pod namiotem, ganiać w letniej sukience po łąkach, jeździć na deskorolce, rowerze, rolkach
- Uwielbiam grać w przedstawieniach
- Lubię modę ślubną
- Planuję już ślub Scotta
- Chcę jechać do Paryża i Włoch
- Lubię horrory w środku nocy, szczególnie jak jest burza :)
- Nienawidzę zupy owocowej i grochówki
- Mam uczulenie na pyłki
- Loffam święta i ubieranie choinki
- Nigdy nie rozstaję się z błyszczykiem, telefonem, słuchawkami
- Noszę soczewki
- Uwielbiam sukienki, ale na co dzień chodzę w spodniach i trampkach
- Nienawidzę matematyki i chemii
- Uwielbiam jeżyk polski, biologię i historię
- Moim ulubionym zwierzakiem jest pies i koń
- Mój chrzestny obiecał mi konia na 18- te urodziny
- Lubię chodzić do kina, teatru, na wypady z przyjaciółmi
- Jestem urodzoną optymistką
- Nie znoszę brudnych, śmierdzących, niechlujnych i wścibskich ludzi
- W przyszłości zostanę dziennikarką albo modelką
- Uwielbiam malować paznokcie i je zdobić
- Jak będę miała dobre świadectwo rodzice pozwolą mi się uczyć gry na pianinie.
- Boję się szczurów i pająków
- Mam jeszcze dwa króliki. Nazywają się one: Fluff i Carrot;)


To chyba tyle. Jak macie jakieś pytania piszcie je w komciach, a ja odpowiem :)
  
Majka`

piątek, 20 grudnia 2013

22. Od­wra­ca się do mnie z uśmie­chem. Jak on się ład­nie uśmie­cha: pros­to w mo­je serce.

Oczami Laury:
Już został tydzień do świat. A ja nie mam ani jednego prezentu. W tym roku moi rodzice przyjadą z Van do Miami i wszyscy razem spędzimy te piękne dni u Lynchów. Co do tego pierwszego to mam kilka pomysłów. Van i Ryd podaruję zestaw do makijażu, rodzicom i państwu Lynch postanowiłam że kupię jakieś porcelanowe zestawy filiżanek, Rockiemu i Rikerowi nowe gitary, a Ellingtonowi takie superaśne podświecane pałeczki do gry na bębnach. Co do Rossa to mam inne plany.
Chcąc jak najszybciej załatwić swoje sprawy wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Popatrzyłam na swoje ubrania. Co by tu ubrać? Wybrałam śliczny zestaw
Gotowa zapukałam do drzwi sypialni Rossa i weszłam. Blondyn leżał na łóżku. Przytulony był do Pszczółki -swojej ulubionej gitary. Uśmiechnąłem się i położyłam dłoń do jego ciepłego policzka. Chłopak mruknął coś i dalej spał.
- Ross - szepnęłam czule. Nic - Ross słoneczko.
Blondyn przewrócił się na plecy i zamlaskał ustami. Stłumiłam śmiech i chęć go pocałowania. Pochyliłam się jeszcze bardziej i wtedy chłopak złapał mnie w tali i przewrócił na łóżku. Krzyknęłam wystraszona. Zauważyłam też że znajduję się w ramionach Ross i leże na nim. Dwuznaczna sytuacja dla osoby trzeciej. 
- Hej - szepnął.
- Hej, wariacie - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
- Tylko tyle? - spytał naburmuszony. Zatkało mnie.
- A co? - uniosłam brwi do góry. Ross zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok na swoją koszulkę. Uśmiech zaigrał na mojej twarzy. Westchnęłam i odgarnęłam kilka kosmyków z jego uroczej buzi. Uśmiechnął się i deliaknie pocałował mnie w policzek. 
- pojedziesz ze mną do centrum handlowego? - spytałam.
- Jasne - odparł, a ja zeskoczyłam z jego klaty. On sam wstał i podszedł do biurka, gdzie miał telefon. Obrzuciłam go spojrzeniem. Granatowe spodenki i biała koszulka. Na głowie miał nieład, a wyraz twarzy jeszcze nie rozbudzony. Zaśmiałam się i podeszłam do jego szafy. Popatrzyłam na zawartość i wybrałam w końcu czarne spodnie, fioletową koszulę, luźny krawat i czarną skórkową kurtką, a na nogi oczywiście czarne conversy. Podałam mu ubrania i z diabelskim uśmiechem zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Za dwadzieścia minut na dole
- A śniadanie? - wytrzeszczył gały.
- Zjemy w restauracji - odparłam i wyszłam. Do torebki szybko wrzuciłam trochę gotówki i karty kredytowe, telefon, błyszczyk i inne duperele. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego. Nagle usłyszałam jak ktoś zbiega po schodach. W kuchni pojawił się blondyn z grymasem zniechęcenia na twarzy. Zabrał mi szklankę i sam upił łyk.
- Dzięki kochanie - uśmiechnął się słodko. 
- A od kiedy ja jestem twoim kochaniem? - spytałam kwaśno.
- Od zawsze - wzruszył ramionami i złapawszy mnie za rękę wyszedł z domu. Wsiedliśmy do jego czarnego auta i pojechaliśmy do C.H.  ( centrum handlowe). Zatrzymał samochód i  pomógł mi wysiąść. Przy wejściu stało kilku reporterów. Zdziwiło mnie to, ale w pewnej chwili zauważyłam też Liama z One Direction. Ross kiwnął mu głową i wtedy nas zobaczono. Zrobiłam obojętną minę i razem z blondynem weszliśmy do środka.
- Choć do restauracji - jęczał mi do ucha, kiedy szliśmy koło kafejki. Westchnęłam i weszliśmy do środka. Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku i popatrzyliśmy w karty dań.
- Co???!!! - usłyszałam pisk Rossa.
- Co tam? - spojrzałam na niego.
- Tu nie ma naleśników - odparł niezadowolony. Zachichotałam i zamówiłam makaron z pieczarkami i serem pleśniowym.
- Dwa razy to samo, a na dodatek po szklance wody z cytryną.
- A na deser? - spytała kelnerka zapisując sobie zamówienie. Blondyn zamyślił się na chwilę.
- lody z kiwi  - odparł Ross. dziewczyna kiwnęła głową i odeszła. Milczeliśmy. Ja gapiłam się na parę obok, a Ross za coś za mną.
- To dla państwa - powiedział kobiecy głos i postawiła przed nami jedzenie.Spojrzałam na potrawę i na twarz towarzysza. Powtórzyłam to jeszcze dwa razy i poczułam jak wczorajsze płatki z mlekiem podchodzą mi do gardła. Zakryłam usta ręką i pobiegłam do łazienki. Po chwili ktoś znalazł się obok mnie. Odgarnął mi włosy na bok i mocno trzymał. Kiedy skończyłam osunęłam się na lodowatą podłogę. Obok mnie stał spokojny blondyn.
- Już dobrze? - spytał i ukucnął naprzeciwko mnie. Kiwnęłam głową i przytuliłam się go niego. Objął mnie rękoma.
- Już w porządku, ciii - szeptał mi do ucha. Było mi tak wspaniale. Co z tego że  siedzieliśmy w restauracyjnej łazience, w drogich ciuchach, a ja przed chwilą wymiotowałam. To nie było już ważne.
***
Weszliśmy do sklepu z kosmetykami i przechadzaliśmy się między pułkami. 
- To jest fajne - Ross wskazał niby plecak z kosmetykami.
- Nie - mruknęłam - To!
Pociągnęłam chłopak za rękę i kiedy stanęłam zachwiałam się i miałam upaść. Jednak długo nie spotykałam się z podłogą. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Rossa z uśmiechem na ustach.
- Uważaj, bo może wam się coś stać - powiedział miękko i postawił mnie do pionu.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam, tym razem wolno do pułki z zestawem kosmetyków. 
- Bierzemy dwa takie same, co? - spytałam biorąc dwa zestawy. Chłopak pokiwał głową i dorzucił jeszcze dwie pomadki i po kilka lakierów do paznokci. Zapłaciliśmy i wyszliśmy.
- Teraz do muzycznego - pokierowałam. Weszliśmy do pomieszczenia. Wszędzie było pełno instrumentów. 
- Może najpierw gitary? - podsunął Lynch. Przytaknęłam i oboje skierowaliśmy kroki do działu z tym typem instrumentów. Od razu rzuciły nam się w oczy dwie. Chłopcom na pewno się spodoba. Jednak podświetlanych pałeczek do gry na bębnach nie znaleźliśmy. Szkoda, ale kupiliśmy Ellingtonowi takie inne fajne. 
- Zostali tylko rodzice - mruknęłam.

Oczami Rossa:
Widziałem jak bardzo Laura jest zmęczona.
- Może odpoczniemy. A jeżeli zaszkodzi to maluchom? - spojrzałem na nią zatroskany. Westchnęła cicho i usiadła na pobliskiej ławce. Zająłem miejsce obok i postawiłem torby na podłodze.
- Ciekawe jakie te święta będą - powiedziała Laura gapiąc się na drzewko w doniczce.
- Najlepsze ze wszystkich - powiedziałem i pogładziłem jej brzuch. Jest już lekko zaokrąglony!
- Tak - szepnęła i oparła głowę na moim ramieniu. Cmoknąłem ją we włosy. 
- Dzieci będą szczęśliwe i zawsze tak będzie - powiedziałem. Uśmiechnęła się lekko i wstała.
- No pewnie - zaśmiała się brunetka i wziąwszy torbę z kosmetykami, ruszyła w stronę sklepu z porcelaną itp.  Weszliśmy i nas zatkało. Wszędzie komplety szklanek, porcelany, upominków, aż się w głowie kręci. Szybko wybraliśmy dwa takie same komplety i podeszliśmy do kasy. Za ladą stał starszy od nas o kilka lat, ale nie dużo chłopak. Jego oczy rozszerzyły się na widok Laury. Jednak kiedy zobaczył mnie jego mina zrzedła.
- Poprosimy to - powiedziała Lau, a ja podałem jej kilkanaście banknotów. Chłopak odliczył resztę.
- Zapakować? - spytał. Zgodnie kiwnęliśmy głowami. Kiedy dziewczyna podawała kasjerowi pierwszy komplet ich ręce się spotkały. Popatrzyli sobie w oczy i zastygli w bezruchu. Zatkało mnie. Poczułem w sercu jakieś dziwne kłucie, a żołądek zadygotał jakby ze strachu. Chrząknąłem. Chłopak puścił dłonie mojej...to znaczy jako przyjaciółki i matki moich dzieci Laury. Zapakował porcelanowe szklaneczki i wziął drugi podany przeze mnie. Kiedy wychodziliśmy Laura obdarzyła go słodkim uśmiechem, a on o mało nie zemdlał. Prychnąłem.
- Ale głupek - mruknąłem,a Lau zaśmiała się.
- Czy ty jesteś zazdrosny? - spytała ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Co? Nie! - zaprzeczyłem. Dziewczyna posmutniała wyraźnie i w drodze do domu nie odezwała się ani jednym słowem. Kiedy weszliśmy do domu, nawet nie chciała jeść tylko od razu pobiegła do swojej sypialni z prezentami pod choinkę.
- A jej co? - spytał Ratliff żując gumę i mlaszcząc przy tym głośno. Wzruszyłem ramionami i usiadłem obok niego na kanapie. Intrygowało mnie to, że Laura nic mi nie kupiła. To nie fajne.

Oczami Laury:
Schowałam podarki i padłam na łóżko. Było mi przykro,z e Ross nic do mnie nie czuje. Może tamten pocałunek był tylko impulsem? Mam nadzieję, że nie.   Odkąd uświadomiłam sobie co do niego czuję to wszystko co mówi bardzo mnie przejmuje. 


P.S. Drugi rozdział pojawi się może jutro:) Mam nadzieję, że wyrazicie swoje opinie i się nie gniewacie za tak długa przerwę.:)

Majka`

czwartek, 12 grudnia 2013

Takie tam opko XD

Dzisiaj kochani natknęła mnie wena czyt.  MAEGA WENA!!! Jak wróciłam ze szkoły od razu usiadłam do laptopa i zabrałam się za pisanie, a oto ono:

Narrator:
- Obiecaj, ze niedługo wrócisz - powiedziała piękna brunetka tuląc się o piersi wysokiego blondyna. Chłopak spojrzał jej w oczy.
- Nigdy cie nie zostawię - odparł i pocałował dziewczynę w usta. Uśmiechnęła się i puściła ukochanego. Chłopak założył czarną skórzaną kurtkę z napisem na plecach ''Ross Lynch'' i posławszy ostatnie spojrzenie dziewczynie wyszedł. Brunetka ustała przy oknie i przez mokre od deszczu okno zobaczyła jak blondyn wsiada na motocykl i go odpala. Założył jeszcze kask i ruszył. Dziewczyna ostatni raz widziała go na zakręcie. Ostatnie raz żywego. Nagły huk i krzyk poderwał ją z beżowej sofy. Zbladła jak kartka papieru i szybko zarzuciła na nogi swoje baletki. Wypadła z domu niczym burza. Biegła jak najszybciej. Słyszała nawoływania i jęki. Łzy toczyły się po jej twarzy, a z delikatnych ust wydobywał się nadludzki wrzask.
- ROSS!! - dopadła miejsca tragedii i zobaczyła ukochanego jak leżał na zimnym i mokrym asfalcie. Jego bezwładną głowę trzymał jakiś starszy mężczyzna. Brunetka wolno,  jakby z obawą podeszła do chłopaka. Uklękła i przyłożyła dłoń do jego zakrwawionego policzka. Jedna krystalicznie czyta łza spłynęła na usta blondyna. Z trudem otworzył oczy i spojrzał w te drugie koloru płynnej czekolady.
- Lau - wszeptał - kocham cię i nigdy nie zostawię
Po chwili zamilkł, nie mógł mówić. Za dużo go to kosztowało bólu psychicznego i fizycznego.
- Ja ciebie tez Ross - odparła dziewczyna i pocałowała go. Ostatni raz...
*** 
Kilka dni później brunetka siedziała na podłodze oglądając wspólne fotografie w mieszkaniu w którym wcześniej mieszkała z chłopakiem. Śmierć zabrała jego ciało, ale dusza pozostała. Obiecał przecież, ze nigdy nie zostanie sama. Stał teraz obok kniej i patrzył z jej wykrzywioną bólem twarz. Dotknął jej policzka lecz nie czuła nic. Łza spłynęła z jej oczy i zatopiła się w ich wspólnym zdjęciu. Dziewczyna pocałowała je i odwróciwszy papier zaczęła po niem pisać. 
 ''Wiem, żę to miało być inaczej, wiem, że niczego nie naprawię płaczem. Tak bardzo pragnę z tobą być, gdy nie ma ciebie ja już nie mam nic...''
Wyciągnęła nagle kilka naście tabletek. Chciał ja powstrzymać lecz był tylko echem. Krzyczał lecz jego krzyk był nierealny, próbował złapać ją lecz był bezradny. Jej delikatnie ciało osuwało się na ziemie, jej oczy gasły a on tulił ją do siebie. Zrobiła to by być z ukochanym, by spotkać go w nieznanym.

KONIEC

Większość tekstu jest z nieludzko wzruszającej piosenki. Płakałam z koleżanką gdy jej słuchałam. Jednak resztę ja wymyśliłam i mam nadzieję, że wam się podoba. Swoje opinie piszcie w komach.:)

 
 Majka`

sobota, 7 grudnia 2013

21. Miłości nadszedł czas...

Oczami Rossa:
- Weź ten! - wrzasnął zniecierpliwiony Ratliff do Rockiego, który stał jak słup i gapił się na dwa piękne wisiorki. Otóż mój braciszek kupował właśnie prezent gwiazdkowy dla Raini. Tak dla mojej hiszpańskiej przyjaciółki. Coś mi się widzi, ze oni czują do siebie mięte. Pewnie myślicie sobie ''że co?!''. Otóż tak. Nie, Calum nigdy nie będzie z Raini, za bardzo się od siebie różnią. Rudzielec ma już dziewczynę. Jest nią.... jego menadżerka Bella. Taaak. Jest ona naprawdę fajna. I młodsza o rok. Ale jaka! Nogi, pupa, piersi! Cud malina. A Bella straciła głowę dla swojego ''misiaczka''. Fuuuj. Nawet Riker sobie ułożył życie. Jest z jakąś tak Emily. Poznał ją dwa dni temu na spacerze. I bum!!! Miłość od pierwszego wejrzenia, a Rydel i Ellington są szczęśliwi od około 30 minut. Porąbane, nie?
- Biorę ten - Rocky wskazał na ładny pierścionek dla Raini. 
- Na pewno się jej spodoba - powiedziałem i wyszedłem ze sklepu. Mimo, że w innych kraiach jest śnieg, to u nas w Miami grzeje słońce, a ludzie chodzą w krótkich spodenkach i japonkach. Westchnąłem cicho i w oddali zobaczyłem burzę rudych włosów. Sharon! Przeszłem przez ulicę i stanąłem dziewczynie na drodze.
- Cześć -uśmiechnąłem się.
- Hej - odparła. Serial został przerwany na czas 3 miesięcy. Prawdopodobnie wogule zostanie zdjęty z anteny. Nikt tego nie chce oglądać. No moze oprócz mich fanek. Wiem, jestem boski, a one mnie kochają!
- Co tu robisz? - spytałem i usiedliśmy na małej ławce. Dziewczyna skierowała twarz w stronę słońca.
- Przyszłam na zakupy i chcę znaleźć prezent idealny dla chłopaka - odparła. Przyjrzałem się jej uważnie. Nie wspominała nic o żadnym chłopaku.
- Masz kogoś? - spytałem zaciekawiony.
- Może - mruknęła tajemniczo i wstała - ktoś cię woła - pokazała ruchem głowy w stronę moich braci i Ella. Westchnęłam głęboko.
- Okey. Do zobaczenia - powiedziałem, a dziewczyna cmoknęła mnie w policzek.
- Pa. Ross - uśmiechnęła się i odeszła. Wow. Tylko Laura tak powiedziała do mnie. I to raz. Był wtedy sylwester 2010 roku. Staliśmy na balkonie u Rikera.
- Wesołego nowego roku Rossy - powiedziała i dała mi buziaka w policzek, a potem tak po prostu odeszła. A ja stałem jak głupi marznąć. Wtedy uświadomiłem sobie, że Laura bardzo dużo dla mnie znaczy.
- Tak - szepnąłem - za duzo!
Ja ją kocham. Kocham ją i nigdy nie przestanę. Na zawsze w moim sercu tylko ona, ale czy Laura czuje to samo? W końcu będziemy mieć dzieci. Czym prędzej dopadłem braci.
- Wracamy do sklepu! - krzyknąłem i wszedłem do środka nie czekając na resztę. Po chwili chłopacy dołączyli do mnie. Patrzyli lekko zdziwieni.
- Będziesz kupował coś tej lasce z która gadałeś? - spytał Riker.
- Zobaczycie - mruknąłem z lekkim uśmiechem. Sprzedawczyni patrzyła na nas z wypiekami na twarzy.
- Czym mogę służyć panowie? - spytała słodko.
- Chciałbym pierścionek zaręczynowy - powiedziałem. Dziewczyna na oko 25 latka ze skwaszoną minę podała mi tackę pierścionków. Przyglądałem się im z zawziętością. Nic nie przypadło mi do gustu. Musi to być coś wyjątkowego. Jak Laura. Nagle mój wzrok powędrował w stronę oszklonej gablotki, gdzie na miękkiej, jedwabnej poduszeczce leżał piękny pierścionek.
- Ten chcę - powiedziałem stanowczo. Ekspedientka zamrugała oczyma oniemiała.
- On kosztuje 100 000€ - wydukała. Prychnąłem i podałem jej moją złotą kartę. Jęknęła i ostrożnie wyjęła pierścionek. Pobrała pieniądze, oddała mi złoty kartonik, a pierścionek włożyła do ślicznego pudełeczka. Zadowolony opuściłem sklep jubilerski. Bracia wyszli za mną wstrząśnięci.
- Kupiłeś pierścionek, na który inni by musieli zbierać całe lata, a ty kupujesz go ot tak! - wydusił Rocky, którego prezent kosztował tylko 200€. Wzruszyłem ramionami i wsiadłem do naszej limuzyny. Po chwili chłopcy siedzieli obok.
- Gdzie teraz? - spytał Ellington.
- Jedziemy kupić jakieś ozdoby na dwór - powiedział zbolałym głosem Riker.

Oczami Laury:
Właśnie wyjmowałam moją ukochaną, piękną sukienkę z szafy, gdy coś spadło na podłogę. Zdziwiona ukucnęłam i podniosłam naszyjnik od blondyna. 
- To już.. trzy miesiące - uśmiechnęłam się szeroko. Mój brzuch był tego przykładem. Zaokrąglił się lekko i  nie mieściłam się w swoje jeansy! Koszmar. Mam tez umówiona wizytę u ginekologa...zaraz kiedy to? Podeszłam do szafki z kalendarzem!
- O nie! - wydarłam się. To dzisiaj. Szybko zawiesiłam naszyjnik na szyję i zbiegłam do salonu, gdzie Delly żarła kulki serowe. Mam pocieszenie, nie tylko ja będę gruba.
- Dzisiaj mam wizytę u ginekologa! - krzyknęłam. Blondyna spojrzała na mnie przesraszona.
- Dziś? - wytrzeszczyła gały. Kiwnęłam głową.
- Pójdziemy razem? - spytałam. Rydel podeszła do mnie nieśmiało.
- A Ross? - szepnęła. Wtedy drzwi trzasnęły a w progu pojawili się chłopcy. Przywitali się i weszli do salonu. Ross miał dziwną minę. Chyba tego nie słyszał... Lekko skrępowana podeszłam do niego i położyłam swoje ręce na ego ramionach. Patrzyłam mu w oczy. Był zdziwiony.
- Chcesz zobaczyć dzieci? - zapytałam nieśmiało tak jak Rydel mnie. Chłopak uchylił usta w słodkim uśmiechu.
- Jeżeli ty tego chcesz - powiedział.
- Zawsze - odparłam i go przytuliłam. Usłyszeliśmy głośne ''awwww!''. Odsunęłam się od chłopaka i oboje spojrzeliśmy na Lynchów jedzących chrupki i patrzących na nas. Zaśmiałam się i razem z Rossem ruszyliśmy do mojej sypialni.
- Przebierz się - powiedziałam. Blondyn jęknął, ale posłusznie wyszedł. Sama wybrałam z szafy fajny komplet. Gotowa otworzyłam serduszko od Ross i uśmiechnęłam się sama do siebie. Tęsknię za tamtymi chwilami.
- Jedziemy? - spytał Ross wchodząc do pokoju. Kiwnęłam głową. Złapałam torebkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze przedmioty. Gotowi wsiedliśmy do Astona Ross.
- A gdzie to jest? - spytał przejęty.
- Na Black Mello - odparłam. Na miejsce dojechaliśmy w ciszy. Spięta wysiadłam z auta i złapałam dłoń Rossa. Spojrzał na nasze splecione ręce i pocałował mnie w czoło.
- Zawsze będę z tobą - obiecał. Westchnęłam i weszliśmy. Akurat była nasza kolej.
- Wejść z tobą? - spytał chłopak.
- Obiecałeś, ze zawsze będziesz - powiedziałam, a on się zaśmiał. Zapukaliśmy do gabinetu i wyszliśmy. Ja położyłam się na fotelu, a Ross ustał obok. Ciągle trzymał mnie za rękę. Pani ginekolog otworzyła szeroko usta ze zdziwienia.
- Prosimy o dyskrecję - powiedział blondyn. Kobieta pokiwała głową bez słowa.
- Który miesiąc? - spytała smarując mi brzuch czymś śliskim i lepkim.
- Trzeci - powiedzieliśmy z Rossem chórem.
- Więc wiesz? - spojrzałam na niego czule. Prychnął.
- No pewnie - odparł i posłał mi oczko. Po chwili lekarka zaczęła jeździć mi po skórze jakimś czymś. Nagle  na twarzy Ross pojawił się uśmiech pełen radości. Oczy mu się zalśniły i uklęknął obok mnie. Pani ginekolog przekręciła w moją stronę monitor i zobaczyłam zarysy maleńkich jak piąstki ciałek.
- Chcą państwo znać płci dzieci? - spytała. Spojrzałam na Rossa.
- Tak - powiedzieliśmy,y zgodnie i zachochitaliśmy.
- Popatrzymy - mamrotała kobieta - będzie ich piątka to pewne, a wieć widzę tutaj z trudem czterech chłopców iiiii jedną dziewczynkę!
Wytrzeszczyłam oczy. Blondyn huknął na podłogę.
- O matko! - jęknęłam. Za jakie grzechy tyle chłopaków! Jak ja mam dosyć czasami jednego. I to w dodatku ich ojca!
- Cieszmy się,z e będzie jedna dziewczynka - wydusił chłopak i podniósł się. Lekarka podała mi papier do wytarcia się i wydrukowała kilka zdjęć. Przypięła do jakichś kartek i wręczyła Lynchowi.
- Ile płacimy? - spytał. Kobieta podała cenę 45€. Blondynek zapłacił i pożegnawszy się wyszliśmy. Bez słowa dojechaliśmy do domu. Usiedliśmy na kanapie, a zaraz zleciała się cała rodzina z Raini i Calumem.

- I co, i co? - pani Stormie o mało nie wyszła z siebie i nie stanęła obok. Ross złapał mnie za rękę i przełknął ślinę.
- Będę miał czterech piosenkarzy i jedną królewnę - wydusił z trudem. Wszystkim szczęki opadły. 
- Jeszcze jedna czwórka chłopców - mruknęła Stormie i zaczęła nam gratulować. Reszta porwała nas w  ramiona. Z udawaną radością przyjmowałam gratulacje. Ross też niem miał zbyt radosnej miny. Kiedy mogliśmy odetchnął, poszliśmy do pokoju blondyna. Położyliśmy się na łóżku i milczeliśmy chwilę.
- To imiona jakie damy? - spytałam. Ross spojrzał w sufit.
- Może Allan, Szymon, Brian i Nicholas? - zaproponował. Dobrze, ze nie powiedział tego durnego imienia Alvin
- Super - uśmiechnęłam się - a na drugie?
- Teraz ty wymyślasz - powiedział. Zagryzłam dolną wargę i popatrzyłam na zdjęcie Lynchów stojące na biurku chłopaka.
- Allan Riker, Szymon Rocky, Brian Ellington, a Nicholas Mark. Zgoda? - spytałam. Blondyn bez słowa przytulił mnie do siebie i pocałował we włosy.
- Kocham cię - szepnął, a na moje serce polał się miód. To na te słowa tyle czekałam. Ich szukałam od mojego wyjazdu z Miami. Na nie wylałam jezioro łez. To te dwa proste w powiedzenie słowa upewniły mnie w przekonaniu, że kocham Ross Lyncha.


Oczami Rossa:
Laura podniosła głowę i lekko ją odchyliła.
- A dla księżniczki? - spytała. Miałem już odpowiedź.
- Rozalie Rydel Vanessa Lynch - odparłem. Lau zaśmiała się.
- Takie długie? - spojrzała mi w oczy.
- Może być Rozalie Rydel - powiedziałem z uśmiechem - a na resztę poczekamy jeszcze kilka lat.
Na twarzy Laury pojawił się rumieniec. Czy ja to powiedziałem głośno? O w mordę pingwina!!!!
- Zobaczymy - odparła i wtuliła się we mnie. 
- Okey. Zaraz, zaraz, co? - spojrzałem na nią zdezorientowany. Jednak nie otrzymałem odpwiedzi, bo brunetka zasnęła.

Oczami Laury:
- Okey. Zaraz, zaraz, co? - usłyszałam głos blondyna. Jednak nie chcąc odpowiadać udałam, ze śpię. Chłopak poleżał jeszcze chwilę, po czym delikatnie wyplutł się z  mojego uścisku. Wstał i przykrył mnie kołdrą.
- Słodkich snów, kochanie - szepnął mi do ucha  i najnormalniej w świecie pocałował. Nie w czoło. Nie w głowę. Nie w policzek. Nie w nos. W usta. Jego wargi miały słodki smak, były miękkie i takie ciepłe. A potem usłyszałam jak drzwi się zamykają, a  on schodzi do kuchni. Dla pewności dotknęłam swoich ust. Ciągle czułam jego wargi na swoich. Uśmiechnęłam się i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Oczami Rossa:
Ale ze mnie głupek. Pocałowałem ją. W usta! Były miękkie i miały smak truskawek. Po prostu rozkosz. W kuchni na blacie siedziała Delly i jadła czekoladę.
- Masz tu coś - delikatnie dotknęła kącika moich ust. Po chwili spojrzała na swoje palce.
- Ross - powiedziała zaskoczona.
- Co? - spytałem nalewając soku pomarańczowego do szklanki.
- To błyszczyk Lau - powiedziała i zachichotała - było buzi, buzi!
Byłem tak zaskoczony, ze sok zamiast trafić do szklanki znalazł się na mojej koszulce i podłodze.
- Nikomu o tym ani słowa - burknąłem i ściągnąłem mokrą koszulkę. Siostra położyła orawą dłoń na sercu.
- Słowo - zaśmiała się i wzięła moja koszulę. Wyszła z nią do łazienki, a a poszedłem do swojej sypialni po nowy ciuch. Laura leżała na łóżku i miarkowo oddychała. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem z garderoby fioletową koszulkę w serek. Przebrany zszedłem do salonu i razem z innymi oglądałem ''Winx 5''.


P.S. Witajcie kochani. Ten rozdział jest dłuuugi jak nigdy. Kark mnie boli, mam przed sobą na biurku butelkę po coli, dwie paczki chipsów serowych, pieguski, orzeszki i jogurt truskawkowy, a na podłodze leży poduszka i kalendarz. Taaa. Kilka godzin pracy przy komputerze potrafi wymordować człowieka. Co myślicie o rozdziale. Bo mi się podoba. Nawet bardzo. A więc dużymi krokami zbliżamy się do końca. Next już w sobotę.:) Pozdrawiam.:) Sorki za błędy, ale nie ma siły już ich sprawdzać.:*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

 

Majka`

Hurra!

Napisałam okrągły rozdział, czyli 20! Nigdy nie myślałam, że zajdę tak daleko z moimi bazgrołami.:) To dla mnie zaszczyt itp. Cieszę się, że ktoś to czyta, ale mógłby też komentować, bo to dodaje weny na kolejny rozdział, a on staje się długi. Teraz są dwa komy, to rozdział będzie krótki, bo widziałam ile osób czytało ten pościk.:) Ale nie gniewam się. Jak ma być to będzie. Więc jeszcze dodawajcie wasze opinie, bo bardzo mi na tym zależy.:) Pozdrawiam moich kosianych czytaczy:)

 



Majka`

piątek, 6 grudnia 2013

20. Lepiej spłonąć od razu niż tlić się powoli....

Oczami Rydel:
Po cichu zamknęłam drzwi do sypialni Laury, a raczej RAURY! Chyba kroi się romansik...

Oczami Caluma:
Normalnie poraził mnie piorun. Nigdy nie przypuszczałem, ze Laura będzie spała z Rossem, ani że wogóle będą mieli dzieci. Tak dzieci. Ciągle jestem w szoku, że moi najlepsi przyjacile są ze sobą związani... pępowinami czy jakoś tak. w myślach brzmiało to lepiej. 
Rydel sprowadziła nas do salonu i przygotowała po kubku gorącego kakao i ciasteczka z czekoladą. Razem z Raini cały czas przetrawialiśmy to co się wydarzyło.
- Myślisz, ze będą razem? - zwróciłem się bo blondynki. Wyszczerzyła zęby w uroczym uśmiechu.
- Mam nadzieję. Ross i Laura cały czas o sobie gadają, a jak Lau sie skaleczyła Ross był strasznie tym zaaferowany. Prawie stracił zmysły. Oni się kochają tylko to uczucie jest w nich zbyt głęboko ukryte i nie mogą tego dostrzeć. Może dzieci im pomogą - odpowiedziała. Raini westchnęła widocznie z tego ucieszona.
- Taaaa. Jest może Rocky? - spytała zaciekawiona zmieniając temat. Rydel i ja łypnęliśmy na nią zdziwieni.
- Jest u siebie - odaprła Delly i sięgnęła po ciastko.
- Ja zaraz wrócę - mruknęła zawstydzona i speszona Rai. Wzruszyłem ramionami. 

Oczami Raini:
Weszłam po schodach i skierowałam swoje kroki do sypialni bruneta. Kiedy się znalazłam przed drzwiami coś załaskotało mnie w żołądku. Poczółam jak nogi mi miękną, a ręce pocą. Cicho zapukałam i otowrzyłam drzwi. Rocky siedział na łóżku i brzdąkał na gitarze.
- O, hej Rai - uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest i usiadłam obok niego.
- Zagrać ci mój nowy kawałek? - spytał. 
- Pewnie - szepnęłam prezz zaciśnięte gardło. Uśmiech zakwitł na jego twarzy niczym pierwsza gwiazdka na niebie w wigilię. Po chwili melodia otoczyła moje ciało. Rocky grał i patrzył na mnie od czasu do czasu. Ja siedziałam uwaznie słuchając i rozkoszując się tą piękną i magiczną chwilą. Kiedy skonczył zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Niesamowite - powiedziałam i otworzyłam powieki. Brunet siedział jak słup soli i patrzył na gitarę.
- Dzięki - odparł..zawstydzony? Nie raczej nie...

OczamiCaluma:
Raini coś długo nie wracała dlatego razem z Delly włączyliśmy telewizję i zaczęliśmy oglądać ''Austin i Ally''. Te stare i dobre odcinki. Akurat leciał tem w którym przyjeżdża Eliott.
- Ross nawet po powrocie do domu był przybity, bo Lau umówiła się z tym chłopakiem - zasmiała się Rydel. Pamiętałem to dobrze. Po pierwszej scenie poszedł do garderoby i zamiast coś zjeść grał jakieś smutaśne ballandy na pianienie. potem przyszła do niego Laura z talerzem pełnym spaghetti i powiedziała, że jeżeli nie zje to ona osobiście go nakarmi. Ross odmówił, a brunetka wzięła widelec ''naplotła'' na niego trochę makaronu z sosem i zaczęła naśladować samolot. Blondyn zaczął się śmiać i posłusznie zjadł. To byla piękna chwila. Była. Już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Ross nie będzie łaził w brudnej od makaronu koszulce, spóźniał się, bałaganił i wnerwiał Laury i reszty, a Laura nie będzie zaprowadzała porządku, pocieszała i rozśmieszała. Zostałem tylko ja i Raini. Chociaż i ona się zmieniła. Stała się cicha, zamknięta w sobie i ciągle smutna. Nie wiem co się z nią dzieje, ale wiem,z ę to co było juz nie wróci. To cholernie boli. Wiem już co to tęsknota i samotność. Zasmakowałem jej aż za wiele. Dlaczego ja?! Właśnie przyszła jesień mojego życia, a wiosna nigdy nie nastąpi. Już nigdy.

Oczami Rydel:
Calum zamiast oglądać serial popadł w zadumę. Jego ciało zostało, a dusza odleciała porwana przez rumaki wyobraźni. Westchnęłam i zabrawszy puste kubki i zimny napój Raini powędrowałam do kuchni. Otowrzyłam zmywarkę i włóżyłam tam naczynia. Potem spojrzałam na pudełko śledzi Laury. Powiem tylko tyle: fuuuuuuuuuuujjjjjjjjjjj!!!!!!!!!!!!
Jak ona może to jeść?! Jest to śliskie i całe w mazi  ikiedyś pływało w towarzystwie innych rybek. Pewnie teraz myślisz sobie ''droga Delly a co z mięsem zwierząt lądowych? Przecież i one biegały w towarzystwie?''. Tak wiem, ale to zupełnie co innego. Mam taka nadzieję.

Oczami Laury:
Zaspana otowrzyłam jedno oko i poczułam, że leże na czymś miękkim ale za razem ciepłym. Spojrzałam w dół i zszokowana zobaczyłam koszulkę Ross. POtem lekko w góe i jego szyję, a potem jeszce wyżej i jego piękne, czekoladowe oczy. Przerażona wrzasnęłam i wyskoczyłam z łóżka i wyskoczyłam na korytarz. Z pokoju obok wychylił się Rocky i Raini , a na schodach pojawił sie Calum i Rydel, a w drzwiach mojej sypialni Ross. Wszyscy mieli takie miny jakby zobaczyli kosmitę zabierającą im krowy, a raczej gitary. Pierwszy szok minął.
- Wow - tylko tyle zdolałam wydusić i wybuchnęłam śmiechem.


P.S. Witajcie z nowym rozdziałem. A teraz:
dużo prezętów, zdrowia, szczęścia i wesołego czekania na Boże Narodzenie wam kochani moi czytelnicy i nie tylko życzę. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzionek był dla was radosny i pełen niespodzianek. Bo dla mnie tak.
Skończyłam ten rozdział. Wiem krótki, ale net mi coś kaprysi i ciągle się zawiesza, a Bree chce, abym poszła z nią do kina. Młodsze, upierdliwe rodzeństwo. Ale kończę i ściskam was mocno:*  Dajcie mi proszę adresy do waszych (cudownych) blogów:)





Majka`

sobota, 30 listopada 2013

19. Życie ma słodki smak...

Oczami Ross'a:
Laura po dwóch dniach wyszła do domu, czyli do nas. Rano pojechaliśmy pomóc się jej spakować, a potem załadowaliśmy do auta. Dziewczyna wciąż jest wstrząśnięta nowiną o dzieciach. W sumie ja też.  Wczoraj razem z Rikerem i Rockym pojechałem i kupiłem jeszcze 4 łóżeczka. takie same jak to co już jest i stoi u Laury w sypialni. Rydel dokupiła też kilka śpiochów i zabawek, ale i tak dużo trzeba jeszcze dokupić.  Wybraliśmy tez imiona dla samych dziewczynek to będą: Olga, Rozalie, Alison, Luna i Megan, a dla chłopców: Brian, Allan, Nicholas, Alvin lub Szymon. Dwa ostatnie ja wymyśliłem. Jestem genialnym ojcem, a raczej zostanę. Laurze nie za bardzo przypadło do gustu imię Alvin, ale i ja byłem włączony w poczęcie dzieci, dlatego i ja wymyślałem kilka imion. 
 Kiedy wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu brunetka tęsknie popatrzyła w stronę kuchni, gdzie mama gotowała obiad.
- Jedzenie za 20 minut - zawołała kiedy nas zobaczyła.
- Nareszcie - westchnęła Laura.
- Choć - poiwedziałem i złapałem ją za rękę. Uroczyście zaprowadziłem ja do mojego pokoju a z tamtąd do jej nowej sypialni. Jęknęła z  zachwytu i popatrzyła na szered łóżeczek.
- O nie! - zaprzeczyła - dwójka będzie u ciebie!
- Cooo? - wytrzeszczyłem gały. Że niby u MNIE?!
- Nie chcę być sama z 5 dziecki - powiedziała twardo i zawołała Rikera. Ten przyszedł po kilku sekundach jakby na to czekał.
- Słucham piękna bratową? - debil. Laura posłała mu całusa.
- Przenies te dwa łóżeczka do Rossa  - poprosiła. Brat tak jak ja popatrzył na nia zdziwiony.
- Do Rossa? - spytał jakby nie słyszał.
- Tak do ojca mkoich dzieci - powiedziała.
- Naszych dzieci... - wtrącilem cicho.
- Zamknij się! - westchnęła arogancko Laura i wyszła chyba do kuchni.

Oczami Laury:
Kiedy weszłam do kuchni Stormie nakładała juz warzywa.
- Siadaj kochanie - uśmiechnęła się i podała mi warzywa z kotletem schabowym, ziemniakami i surówką oraz sok pomarańczowy. Podziękowałam i zaczęłam jeść. Po chwili pojawiła sie Delly i usiadła razem ze mną. Za nią przydreptał Ratliff, Rocky i dwójka blondynów. Mark był w pracy.
- Pycha - pochwaliłam i odstwaiłam pusty talerz do zlewu.
- Dziękuję - odparła serdecznie pani Lynch - masz może ochotę Laurko na śledzie? Ja jak byłam w ciąży z Rossem ciągle je jadłam i Serki homogenizowane.
- A zjadła bym - odparłam na co młodzi Lynchowie powiedzieli ''błeee''.
- Przeciez ty tego Laura nie lubisz - skrzywił sie Ross. Wzruszyłam ramionami.
- Ale mam ochotę więc siedź cicho i daj talerz - zganiłam go. Zamilkł i podał mi przedmiot. Z apetytem pochłonęłam jeszcze śledzie i lody waniliowe ze śmietaną. 
- Idziemy Lau na zakupy? - spytała Delly.
- Pewnie - odparłam z uśmiechem. Założyłam szpilki, wzięłam swoją złotą kartę kredytową i wyszłyśmy. Postanowiłam kupić dzieciom jakies ciuszki  izabawki. Wrszłyśmy do sklepu z ubrankami i zaczęłyśmy sie rozglądać.Nagle wpadłam na super pomysł. Pędem zaczęłam szukać Rydel. Znalazłam ją w dziale dla dziewczynek. W rękach trzymała uroczą sukieneczkę. Uśmiechnęłam się.
- To będą pięcioraczki, urodzone jedenego dnia? - spytałam. Dzioewczyna niepewnie kiwnęłam blond głową.
- Będe ubierała je bardzo podobnie. Tak jak wy siebie! - krzyknęłam. Delly zaklaskała w dłonie.
- Jak fajnie - zapisczała - ale my nie wiemy co będziesz miała.
- No wiem - westchnęłam. Blondynka odłożyła sukieneczkę i wyszłyśmy ze sklepu.
- Choć kupimy cos dla mnie na następne tyjące miesiące - zaśmiałam się. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- A kiedy powiecie mediom? - spytała. Zatrzymałam się i zerknęłam naczrny samochód który śledził nas od kilku minut. Widocznie Delly też to zauważyła.
- Sami muszą sie domyśleć, a za kilka miesięcy wsztsko będzie widoczne. Jak czarno na białym - mruknęłam i weszłyśmy do sklepu dla ciążowych. Wybrałyśmy kilkanaście ciuchów i je zakupiłyśmy. Z naręczem toreb wsiadłyśmy do samochodu i wróciłyśmy do domu uprzednio kupując tort czekoladowy na którego miałam ochotę.

Oczami Rossa:
Kiedy dziewczyny wróciły do domu zobaczyłem... tort czekoladowy i Laurę z widelcem. Bez ceregieli podeszła do niego i zaczęła jeść. Nawet się nie sytała czy my nie chcemy! Egoistka.
- Hej - mruknąłem i usiadłem naprzeciwko niej. Zupełnie odechciało mi się jeść. Kiwnęła mi głową i nie przerwała nawet na chwilę jedzenia. Rydel poszła rozpakować Laurę. 
- Paparazzi nas widzieli jak wchodziłyśmy o sklepu z ciążowymi ubraniami - wymlaskała niewyraźnie. 
- Myślisz, ze wiedzą? -spytałem wycierając jej czekoladę z policzka. Wzruszyła ramionami.
- Miejmy nadzieję, ze nie. Podaj mi szklanke soku - poprosiła - dziękuję - i wypiła ją duszkiem.Zamyśliłem się.
- Wiesz, ze będę jak bela? - spytała odsuwając tort. Przeyjrzałem jej się dokładnie. Bała się tego jak ognia. Od kąt pamietam Laura była szczupła jak patyk i bardzo ładna, a za kilka miesięcy. No cóż... 
- Ciąża to ciąża - odparłem spokojnie chociaz z każdym dniem bałem się ojcostwa. A jak coś schrzanię?
- Taa  - westchnęłam i wstała od stołu.
- A ty gdzie? - odwróciłam się w jej kierunku.
- Do łazienki - odparła i wyszła. Ja za to pomaszerowałem do salonu, gdzie siedział Riker z Rockym i tym palantem Ratliffem. Usiadłem między braćmi i jęknąłem ciucho.
- Co tatusiu - uśmiechnął sie Riker klepiąc mnie po plecach.
- Boję się - szepnąłem zawstydzony. Wszysyc zebrani popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Czego? -spytał Ellington.
- Wszystkiego - wyjaśniłem. Riker usiedł tak, że patrzył mi w oczy.
- Nie jesteś sam i nie możesz okazać słabości. Laura w  niedługim czasie będzie potrzebowała twojego wsparcia - powiedział, a Rocky położył głowę na moim Ramieniu.
- Chcę, aby jeden chłopak miał drugie imię po wujku Rockym - powiedział. Zaśmiałem się.
- No jasne - odparłem i przytuliłem braci  i Ratliffka:)

Oczami Laury:
Kładąc się spać myślałam nad wsytskim i nad niczym. Kim będą nasze dzieci w przyszłości? Czy pójdą w nasze ślady? Będą szczęśliwi?

Oczami Rossa:
Rano zanim jeszcze wszyscy wstali poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem sie w białe spodnie, czarną koszulkę w jakieś szare napisy i czarne trampki. Na nos nałożyłem okulary przeciwsłoneczne i bluzę z kapturem. Tak ubrany zszedłem do kuchni. Na stole stał jeszcze tort Laury. Uśmiechnąłem się i kawałek sobie udziabałem. Mmmmm. Dobry. Kiedy zjadłem popiłem go sokiem jabłkowym i wyszedłem do studia. Po drodze kupiłem gazetę, a na pierwszej stronie ''Laura Marano czy Rydel Lynch?'' Czytałem dalej. Te głupi media pisały, ze albo jedna albo druga jest w ciąży i prosza o świadówków. Koszmar. To zupełnie popsuło mi dobry humor. Na paln wszedłem ciskając piruny. Sharon siedziała na ladzie wymachując nogami, a Calum i Raini stali i trzymali w ręku GAZETĘ!!! 
- Ross! - zawołała ruda i podeszła do mnie. Kissnęła mnie w policzek uśmiechnięta.Odwzajemniłem gest ale tak bardziej sztucznie. cal i Rai podeszli do nas.
- Co to ma być?! - wydarła się Raini.Wziąłem gazetę i westchnąłem.
- Lau wróciła - odparłem - mieszka u nas. A resztę zaraz wm powiem tylko nie tutaj.
Przyjaciele kiwnęli głowami. Zaczęliśmy iść do mojej garderoby. Ku moejmu zaskoczeniu Sharon szła za nami. Ztrzymałem się.
- Wybacz, ale to nie dotyczy ciebie - odparłem i zostawiłem osłupiała dziewczynę samą. Rai i Cal przybili sobie piątki. Zamknąłem drzwi i rozsiedliśmy się na mojej kanapie. Opowiedziałem im wszystko.
- Czyli ty i Lau no wiesz...i ona jes w ciąży? - upewiniła się hiszpanka. Kiwnąłem głową.
- Cudwnie - wykrzyknęła i mnie przytuliła - jeszcze dzisiaj wpadniemy, Okey?
- Spoko - odparłem i poszedłem sie przebrać.

Oczami Laury:
Po południu oglądałam te;ewizję w towarzystwie Rockiego. Rydel poszła do jakiejś koleżanki, Riker ma jakieś zebranie w sprawie ''Glee'', a Ell spotyka się z Kelly. 
- Nuda - westchnął Rocky zabieraąc mi pilota. Przełączył na jeden z kanałów plotkarskich, a tam zdjęcie moje i Delly oraz reporterka.
- Która z tych dwóch pięknych dziewczyn jest w ciąży?
Rocky polukał chwilę na reportaż, a potem na mnie.
- Wow - wydukał
- Shit! - ryknęłam i walnęłam ręką w  talerz od śledzi. Naczynie pękł i skaleczyło mnie. Krzyknęłam. Rocky szybko pobiegł po apteczkę. Wyjął mi szkło odkażoną pensetą i obmył ranę, a po chwili przykleił plaster w Kubusia Puchatka. 
- Boli? - spytal wystaszony krwią na resztkach talerza i plastrze.
- Strasznie boli - jęknęłam.
- Co boli?! - usłyszeliśmy w drzwiach. Odwróciłam się i zobaczyłam Rossa.
- Nic - chcaiłam go uspokoić, ale on podszedł do mnie i ujął za skaleczoną rkę.
- Co się stało? - popatrzył groźnie na Rockiego, a na mnie pobłążliwie.
- Reportarz - odparłam, a Rocky dopowiedział resztę.
- Przykro mi - oświadczył Ross, a potem pocałował mnie w rękę.
- Zraz się zagaoi - uśmiechnął się. Sama nie wiem dlaczego wybuchnęłam płaczem. Bracia spojrzeli po sobie po czym Ross delikanie mnie przytulił.
- Przepraszam - wychlipiałam.
- Ale to nic skarbie - wyszeptał w moje włosy.

Oczami Rossa:
Kiedy dziewczyna się uspokoiła od razu zasnęła. Zaniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku.
- Nie idź - poprosiła gdy stałem przy drzwiach. Przełknąłem ślinę i położyłem się obok niej. Delikanie sie we mnie wtuliła kładąc głowę na moim torsie. Było mi niesamowicie wygodnie i dobrze. Laura wcale mi nie przeszkadzała, a odrpężała. Otuliłem nas kołdrą i zasnęliśmy objęci.

Oczami Rydel:
Kiedy wróciłam do domu zobaczyłam Raini  i Caluma.
- Hej! Wiesz gdzie Ross i Laura? - spytała dziewczyna. Zdjęłam buty i pokręciłam głową.
- Nie, ale może u Laury - podsunęłam. W ciszy poszliśmy do sypialni brunetki, a tam SZOK! 

P.S. Hej! Rozdział jest jednym z dłuższych. Mam nadzieję, ze się podoba. Zapraszam na mojego drugiego bloga: r5ilaura. 
Polecajcie go i komentujcie. Z góry dziękuję.:* Miłych wróżb andrzejkowych:*****

 
 Majka`