sobota, 7 grudnia 2013

21. Miłości nadszedł czas...

Oczami Rossa:
- Weź ten! - wrzasnął zniecierpliwiony Ratliff do Rockiego, który stał jak słup i gapił się na dwa piękne wisiorki. Otóż mój braciszek kupował właśnie prezent gwiazdkowy dla Raini. Tak dla mojej hiszpańskiej przyjaciółki. Coś mi się widzi, ze oni czują do siebie mięte. Pewnie myślicie sobie ''że co?!''. Otóż tak. Nie, Calum nigdy nie będzie z Raini, za bardzo się od siebie różnią. Rudzielec ma już dziewczynę. Jest nią.... jego menadżerka Bella. Taaak. Jest ona naprawdę fajna. I młodsza o rok. Ale jaka! Nogi, pupa, piersi! Cud malina. A Bella straciła głowę dla swojego ''misiaczka''. Fuuuj. Nawet Riker sobie ułożył życie. Jest z jakąś tak Emily. Poznał ją dwa dni temu na spacerze. I bum!!! Miłość od pierwszego wejrzenia, a Rydel i Ellington są szczęśliwi od około 30 minut. Porąbane, nie?
- Biorę ten - Rocky wskazał na ładny pierścionek dla Raini. 
- Na pewno się jej spodoba - powiedziałem i wyszedłem ze sklepu. Mimo, że w innych kraiach jest śnieg, to u nas w Miami grzeje słońce, a ludzie chodzą w krótkich spodenkach i japonkach. Westchnąłem cicho i w oddali zobaczyłem burzę rudych włosów. Sharon! Przeszłem przez ulicę i stanąłem dziewczynie na drodze.
- Cześć -uśmiechnąłem się.
- Hej - odparła. Serial został przerwany na czas 3 miesięcy. Prawdopodobnie wogule zostanie zdjęty z anteny. Nikt tego nie chce oglądać. No moze oprócz mich fanek. Wiem, jestem boski, a one mnie kochają!
- Co tu robisz? - spytałem i usiedliśmy na małej ławce. Dziewczyna skierowała twarz w stronę słońca.
- Przyszłam na zakupy i chcę znaleźć prezent idealny dla chłopaka - odparła. Przyjrzałem się jej uważnie. Nie wspominała nic o żadnym chłopaku.
- Masz kogoś? - spytałem zaciekawiony.
- Może - mruknęła tajemniczo i wstała - ktoś cię woła - pokazała ruchem głowy w stronę moich braci i Ella. Westchnęłam głęboko.
- Okey. Do zobaczenia - powiedziałem, a dziewczyna cmoknęła mnie w policzek.
- Pa. Ross - uśmiechnęła się i odeszła. Wow. Tylko Laura tak powiedziała do mnie. I to raz. Był wtedy sylwester 2010 roku. Staliśmy na balkonie u Rikera.
- Wesołego nowego roku Rossy - powiedziała i dała mi buziaka w policzek, a potem tak po prostu odeszła. A ja stałem jak głupi marznąć. Wtedy uświadomiłem sobie, że Laura bardzo dużo dla mnie znaczy.
- Tak - szepnąłem - za duzo!
Ja ją kocham. Kocham ją i nigdy nie przestanę. Na zawsze w moim sercu tylko ona, ale czy Laura czuje to samo? W końcu będziemy mieć dzieci. Czym prędzej dopadłem braci.
- Wracamy do sklepu! - krzyknąłem i wszedłem do środka nie czekając na resztę. Po chwili chłopacy dołączyli do mnie. Patrzyli lekko zdziwieni.
- Będziesz kupował coś tej lasce z która gadałeś? - spytał Riker.
- Zobaczycie - mruknąłem z lekkim uśmiechem. Sprzedawczyni patrzyła na nas z wypiekami na twarzy.
- Czym mogę służyć panowie? - spytała słodko.
- Chciałbym pierścionek zaręczynowy - powiedziałem. Dziewczyna na oko 25 latka ze skwaszoną minę podała mi tackę pierścionków. Przyglądałem się im z zawziętością. Nic nie przypadło mi do gustu. Musi to być coś wyjątkowego. Jak Laura. Nagle mój wzrok powędrował w stronę oszklonej gablotki, gdzie na miękkiej, jedwabnej poduszeczce leżał piękny pierścionek.
- Ten chcę - powiedziałem stanowczo. Ekspedientka zamrugała oczyma oniemiała.
- On kosztuje 100 000€ - wydukała. Prychnąłem i podałem jej moją złotą kartę. Jęknęła i ostrożnie wyjęła pierścionek. Pobrała pieniądze, oddała mi złoty kartonik, a pierścionek włożyła do ślicznego pudełeczka. Zadowolony opuściłem sklep jubilerski. Bracia wyszli za mną wstrząśnięci.
- Kupiłeś pierścionek, na który inni by musieli zbierać całe lata, a ty kupujesz go ot tak! - wydusił Rocky, którego prezent kosztował tylko 200€. Wzruszyłem ramionami i wsiadłem do naszej limuzyny. Po chwili chłopcy siedzieli obok.
- Gdzie teraz? - spytał Ellington.
- Jedziemy kupić jakieś ozdoby na dwór - powiedział zbolałym głosem Riker.

Oczami Laury:
Właśnie wyjmowałam moją ukochaną, piękną sukienkę z szafy, gdy coś spadło na podłogę. Zdziwiona ukucnęłam i podniosłam naszyjnik od blondyna. 
- To już.. trzy miesiące - uśmiechnęłam się szeroko. Mój brzuch był tego przykładem. Zaokrąglił się lekko i  nie mieściłam się w swoje jeansy! Koszmar. Mam tez umówiona wizytę u ginekologa...zaraz kiedy to? Podeszłam do szafki z kalendarzem!
- O nie! - wydarłam się. To dzisiaj. Szybko zawiesiłam naszyjnik na szyję i zbiegłam do salonu, gdzie Delly żarła kulki serowe. Mam pocieszenie, nie tylko ja będę gruba.
- Dzisiaj mam wizytę u ginekologa! - krzyknęłam. Blondyna spojrzała na mnie przesraszona.
- Dziś? - wytrzeszczyła gały. Kiwnęłam głową.
- Pójdziemy razem? - spytałam. Rydel podeszła do mnie nieśmiało.
- A Ross? - szepnęła. Wtedy drzwi trzasnęły a w progu pojawili się chłopcy. Przywitali się i weszli do salonu. Ross miał dziwną minę. Chyba tego nie słyszał... Lekko skrępowana podeszłam do niego i położyłam swoje ręce na ego ramionach. Patrzyłam mu w oczy. Był zdziwiony.
- Chcesz zobaczyć dzieci? - zapytałam nieśmiało tak jak Rydel mnie. Chłopak uchylił usta w słodkim uśmiechu.
- Jeżeli ty tego chcesz - powiedział.
- Zawsze - odparłam i go przytuliłam. Usłyszeliśmy głośne ''awwww!''. Odsunęłam się od chłopaka i oboje spojrzeliśmy na Lynchów jedzących chrupki i patrzących na nas. Zaśmiałam się i razem z Rossem ruszyliśmy do mojej sypialni.
- Przebierz się - powiedziałam. Blondyn jęknął, ale posłusznie wyszedł. Sama wybrałam z szafy fajny komplet. Gotowa otworzyłam serduszko od Ross i uśmiechnęłam się sama do siebie. Tęsknię za tamtymi chwilami.
- Jedziemy? - spytał Ross wchodząc do pokoju. Kiwnęłam głową. Złapałam torebkę i wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze przedmioty. Gotowi wsiedliśmy do Astona Ross.
- A gdzie to jest? - spytał przejęty.
- Na Black Mello - odparłam. Na miejsce dojechaliśmy w ciszy. Spięta wysiadłam z auta i złapałam dłoń Rossa. Spojrzał na nasze splecione ręce i pocałował mnie w czoło.
- Zawsze będę z tobą - obiecał. Westchnęłam i weszliśmy. Akurat była nasza kolej.
- Wejść z tobą? - spytał chłopak.
- Obiecałeś, ze zawsze będziesz - powiedziałam, a on się zaśmiał. Zapukaliśmy do gabinetu i wyszliśmy. Ja położyłam się na fotelu, a Ross ustał obok. Ciągle trzymał mnie za rękę. Pani ginekolog otworzyła szeroko usta ze zdziwienia.
- Prosimy o dyskrecję - powiedział blondyn. Kobieta pokiwała głową bez słowa.
- Który miesiąc? - spytała smarując mi brzuch czymś śliskim i lepkim.
- Trzeci - powiedzieliśmy z Rossem chórem.
- Więc wiesz? - spojrzałam na niego czule. Prychnął.
- No pewnie - odparł i posłał mi oczko. Po chwili lekarka zaczęła jeździć mi po skórze jakimś czymś. Nagle  na twarzy Ross pojawił się uśmiech pełen radości. Oczy mu się zalśniły i uklęknął obok mnie. Pani ginekolog przekręciła w moją stronę monitor i zobaczyłam zarysy maleńkich jak piąstki ciałek.
- Chcą państwo znać płci dzieci? - spytała. Spojrzałam na Rossa.
- Tak - powiedzieliśmy,y zgodnie i zachochitaliśmy.
- Popatrzymy - mamrotała kobieta - będzie ich piątka to pewne, a wieć widzę tutaj z trudem czterech chłopców iiiii jedną dziewczynkę!
Wytrzeszczyłam oczy. Blondyn huknął na podłogę.
- O matko! - jęknęłam. Za jakie grzechy tyle chłopaków! Jak ja mam dosyć czasami jednego. I to w dodatku ich ojca!
- Cieszmy się,z e będzie jedna dziewczynka - wydusił chłopak i podniósł się. Lekarka podała mi papier do wytarcia się i wydrukowała kilka zdjęć. Przypięła do jakichś kartek i wręczyła Lynchowi.
- Ile płacimy? - spytał. Kobieta podała cenę 45€. Blondynek zapłacił i pożegnawszy się wyszliśmy. Bez słowa dojechaliśmy do domu. Usiedliśmy na kanapie, a zaraz zleciała się cała rodzina z Raini i Calumem.

- I co, i co? - pani Stormie o mało nie wyszła z siebie i nie stanęła obok. Ross złapał mnie za rękę i przełknął ślinę.
- Będę miał czterech piosenkarzy i jedną królewnę - wydusił z trudem. Wszystkim szczęki opadły. 
- Jeszcze jedna czwórka chłopców - mruknęła Stormie i zaczęła nam gratulować. Reszta porwała nas w  ramiona. Z udawaną radością przyjmowałam gratulacje. Ross też niem miał zbyt radosnej miny. Kiedy mogliśmy odetchnął, poszliśmy do pokoju blondyna. Położyliśmy się na łóżku i milczeliśmy chwilę.
- To imiona jakie damy? - spytałam. Ross spojrzał w sufit.
- Może Allan, Szymon, Brian i Nicholas? - zaproponował. Dobrze, ze nie powiedział tego durnego imienia Alvin
- Super - uśmiechnęłam się - a na drugie?
- Teraz ty wymyślasz - powiedział. Zagryzłam dolną wargę i popatrzyłam na zdjęcie Lynchów stojące na biurku chłopaka.
- Allan Riker, Szymon Rocky, Brian Ellington, a Nicholas Mark. Zgoda? - spytałam. Blondyn bez słowa przytulił mnie do siebie i pocałował we włosy.
- Kocham cię - szepnął, a na moje serce polał się miód. To na te słowa tyle czekałam. Ich szukałam od mojego wyjazdu z Miami. Na nie wylałam jezioro łez. To te dwa proste w powiedzenie słowa upewniły mnie w przekonaniu, że kocham Ross Lyncha.


Oczami Rossa:
Laura podniosła głowę i lekko ją odchyliła.
- A dla księżniczki? - spytała. Miałem już odpowiedź.
- Rozalie Rydel Vanessa Lynch - odparłem. Lau zaśmiała się.
- Takie długie? - spojrzała mi w oczy.
- Może być Rozalie Rydel - powiedziałem z uśmiechem - a na resztę poczekamy jeszcze kilka lat.
Na twarzy Laury pojawił się rumieniec. Czy ja to powiedziałem głośno? O w mordę pingwina!!!!
- Zobaczymy - odparła i wtuliła się we mnie. 
- Okey. Zaraz, zaraz, co? - spojrzałem na nią zdezorientowany. Jednak nie otrzymałem odpwiedzi, bo brunetka zasnęła.

Oczami Laury:
- Okey. Zaraz, zaraz, co? - usłyszałam głos blondyna. Jednak nie chcąc odpowiadać udałam, ze śpię. Chłopak poleżał jeszcze chwilę, po czym delikatnie wyplutł się z  mojego uścisku. Wstał i przykrył mnie kołdrą.
- Słodkich snów, kochanie - szepnął mi do ucha  i najnormalniej w świecie pocałował. Nie w czoło. Nie w głowę. Nie w policzek. Nie w nos. W usta. Jego wargi miały słodki smak, były miękkie i takie ciepłe. A potem usłyszałam jak drzwi się zamykają, a  on schodzi do kuchni. Dla pewności dotknęłam swoich ust. Ciągle czułam jego wargi na swoich. Uśmiechnęłam się i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Oczami Rossa:
Ale ze mnie głupek. Pocałowałem ją. W usta! Były miękkie i miały smak truskawek. Po prostu rozkosz. W kuchni na blacie siedziała Delly i jadła czekoladę.
- Masz tu coś - delikatnie dotknęła kącika moich ust. Po chwili spojrzała na swoje palce.
- Ross - powiedziała zaskoczona.
- Co? - spytałem nalewając soku pomarańczowego do szklanki.
- To błyszczyk Lau - powiedziała i zachichotała - było buzi, buzi!
Byłem tak zaskoczony, ze sok zamiast trafić do szklanki znalazł się na mojej koszulce i podłodze.
- Nikomu o tym ani słowa - burknąłem i ściągnąłem mokrą koszulkę. Siostra położyła orawą dłoń na sercu.
- Słowo - zaśmiała się i wzięła moja koszulę. Wyszła z nią do łazienki, a a poszedłem do swojej sypialni po nowy ciuch. Laura leżała na łóżku i miarkowo oddychała. Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem z garderoby fioletową koszulkę w serek. Przebrany zszedłem do salonu i razem z innymi oglądałem ''Winx 5''.


P.S. Witajcie kochani. Ten rozdział jest dłuuugi jak nigdy. Kark mnie boli, mam przed sobą na biurku butelkę po coli, dwie paczki chipsów serowych, pieguski, orzeszki i jogurt truskawkowy, a na podłodze leży poduszka i kalendarz. Taaa. Kilka godzin pracy przy komputerze potrafi wymordować człowieka. Co myślicie o rozdziale. Bo mi się podoba. Nawet bardzo. A więc dużymi krokami zbliżamy się do końca. Next już w sobotę.:) Pozdrawiam.:) Sorki za błędy, ale nie ma siły już ich sprawdzać.:*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

 

Majka`

Hurra!

Napisałam okrągły rozdział, czyli 20! Nigdy nie myślałam, że zajdę tak daleko z moimi bazgrołami.:) To dla mnie zaszczyt itp. Cieszę się, że ktoś to czyta, ale mógłby też komentować, bo to dodaje weny na kolejny rozdział, a on staje się długi. Teraz są dwa komy, to rozdział będzie krótki, bo widziałam ile osób czytało ten pościk.:) Ale nie gniewam się. Jak ma być to będzie. Więc jeszcze dodawajcie wasze opinie, bo bardzo mi na tym zależy.:) Pozdrawiam moich kosianych czytaczy:)

 



Majka`

piątek, 6 grudnia 2013

20. Lepiej spłonąć od razu niż tlić się powoli....

Oczami Rydel:
Po cichu zamknęłam drzwi do sypialni Laury, a raczej RAURY! Chyba kroi się romansik...

Oczami Caluma:
Normalnie poraził mnie piorun. Nigdy nie przypuszczałem, ze Laura będzie spała z Rossem, ani że wogóle będą mieli dzieci. Tak dzieci. Ciągle jestem w szoku, że moi najlepsi przyjacile są ze sobą związani... pępowinami czy jakoś tak. w myślach brzmiało to lepiej. 
Rydel sprowadziła nas do salonu i przygotowała po kubku gorącego kakao i ciasteczka z czekoladą. Razem z Raini cały czas przetrawialiśmy to co się wydarzyło.
- Myślisz, ze będą razem? - zwróciłem się bo blondynki. Wyszczerzyła zęby w uroczym uśmiechu.
- Mam nadzieję. Ross i Laura cały czas o sobie gadają, a jak Lau sie skaleczyła Ross był strasznie tym zaaferowany. Prawie stracił zmysły. Oni się kochają tylko to uczucie jest w nich zbyt głęboko ukryte i nie mogą tego dostrzeć. Może dzieci im pomogą - odpowiedziała. Raini westchnęła widocznie z tego ucieszona.
- Taaaa. Jest może Rocky? - spytała zaciekawiona zmieniając temat. Rydel i ja łypnęliśmy na nią zdziwieni.
- Jest u siebie - odaprła Delly i sięgnęła po ciastko.
- Ja zaraz wrócę - mruknęła zawstydzona i speszona Rai. Wzruszyłem ramionami. 

Oczami Raini:
Weszłam po schodach i skierowałam swoje kroki do sypialni bruneta. Kiedy się znalazłam przed drzwiami coś załaskotało mnie w żołądku. Poczółam jak nogi mi miękną, a ręce pocą. Cicho zapukałam i otowrzyłam drzwi. Rocky siedział na łóżku i brzdąkał na gitarze.
- O, hej Rai - uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest i usiadłam obok niego.
- Zagrać ci mój nowy kawałek? - spytał. 
- Pewnie - szepnęłam prezz zaciśnięte gardło. Uśmiech zakwitł na jego twarzy niczym pierwsza gwiazdka na niebie w wigilię. Po chwili melodia otoczyła moje ciało. Rocky grał i patrzył na mnie od czasu do czasu. Ja siedziałam uwaznie słuchając i rozkoszując się tą piękną i magiczną chwilą. Kiedy skonczył zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Niesamowite - powiedziałam i otworzyłam powieki. Brunet siedział jak słup soli i patrzył na gitarę.
- Dzięki - odparł..zawstydzony? Nie raczej nie...

OczamiCaluma:
Raini coś długo nie wracała dlatego razem z Delly włączyliśmy telewizję i zaczęliśmy oglądać ''Austin i Ally''. Te stare i dobre odcinki. Akurat leciał tem w którym przyjeżdża Eliott.
- Ross nawet po powrocie do domu był przybity, bo Lau umówiła się z tym chłopakiem - zasmiała się Rydel. Pamiętałem to dobrze. Po pierwszej scenie poszedł do garderoby i zamiast coś zjeść grał jakieś smutaśne ballandy na pianienie. potem przyszła do niego Laura z talerzem pełnym spaghetti i powiedziała, że jeżeli nie zje to ona osobiście go nakarmi. Ross odmówił, a brunetka wzięła widelec ''naplotła'' na niego trochę makaronu z sosem i zaczęła naśladować samolot. Blondyn zaczął się śmiać i posłusznie zjadł. To byla piękna chwila. Była. Już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Ross nie będzie łaził w brudnej od makaronu koszulce, spóźniał się, bałaganił i wnerwiał Laury i reszty, a Laura nie będzie zaprowadzała porządku, pocieszała i rozśmieszała. Zostałem tylko ja i Raini. Chociaż i ona się zmieniła. Stała się cicha, zamknięta w sobie i ciągle smutna. Nie wiem co się z nią dzieje, ale wiem,z ę to co było juz nie wróci. To cholernie boli. Wiem już co to tęsknota i samotność. Zasmakowałem jej aż za wiele. Dlaczego ja?! Właśnie przyszła jesień mojego życia, a wiosna nigdy nie nastąpi. Już nigdy.

Oczami Rydel:
Calum zamiast oglądać serial popadł w zadumę. Jego ciało zostało, a dusza odleciała porwana przez rumaki wyobraźni. Westchnęłam i zabrawszy puste kubki i zimny napój Raini powędrowałam do kuchni. Otowrzyłam zmywarkę i włóżyłam tam naczynia. Potem spojrzałam na pudełko śledzi Laury. Powiem tylko tyle: fuuuuuuuuuuujjjjjjjjjjj!!!!!!!!!!!!
Jak ona może to jeść?! Jest to śliskie i całe w mazi  ikiedyś pływało w towarzystwie innych rybek. Pewnie teraz myślisz sobie ''droga Delly a co z mięsem zwierząt lądowych? Przecież i one biegały w towarzystwie?''. Tak wiem, ale to zupełnie co innego. Mam taka nadzieję.

Oczami Laury:
Zaspana otowrzyłam jedno oko i poczułam, że leże na czymś miękkim ale za razem ciepłym. Spojrzałam w dół i zszokowana zobaczyłam koszulkę Ross. POtem lekko w góe i jego szyję, a potem jeszce wyżej i jego piękne, czekoladowe oczy. Przerażona wrzasnęłam i wyskoczyłam z łóżka i wyskoczyłam na korytarz. Z pokoju obok wychylił się Rocky i Raini , a na schodach pojawił sie Calum i Rydel, a w drzwiach mojej sypialni Ross. Wszyscy mieli takie miny jakby zobaczyli kosmitę zabierającą im krowy, a raczej gitary. Pierwszy szok minął.
- Wow - tylko tyle zdolałam wydusić i wybuchnęłam śmiechem.


P.S. Witajcie z nowym rozdziałem. A teraz:
dużo prezętów, zdrowia, szczęścia i wesołego czekania na Boże Narodzenie wam kochani moi czytelnicy i nie tylko życzę. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzionek był dla was radosny i pełen niespodzianek. Bo dla mnie tak.
Skończyłam ten rozdział. Wiem krótki, ale net mi coś kaprysi i ciągle się zawiesza, a Bree chce, abym poszła z nią do kina. Młodsze, upierdliwe rodzeństwo. Ale kończę i ściskam was mocno:*  Dajcie mi proszę adresy do waszych (cudownych) blogów:)





Majka`

sobota, 30 listopada 2013

19. Życie ma słodki smak...

Oczami Ross'a:
Laura po dwóch dniach wyszła do domu, czyli do nas. Rano pojechaliśmy pomóc się jej spakować, a potem załadowaliśmy do auta. Dziewczyna wciąż jest wstrząśnięta nowiną o dzieciach. W sumie ja też.  Wczoraj razem z Rikerem i Rockym pojechałem i kupiłem jeszcze 4 łóżeczka. takie same jak to co już jest i stoi u Laury w sypialni. Rydel dokupiła też kilka śpiochów i zabawek, ale i tak dużo trzeba jeszcze dokupić.  Wybraliśmy tez imiona dla samych dziewczynek to będą: Olga, Rozalie, Alison, Luna i Megan, a dla chłopców: Brian, Allan, Nicholas, Alvin lub Szymon. Dwa ostatnie ja wymyśliłem. Jestem genialnym ojcem, a raczej zostanę. Laurze nie za bardzo przypadło do gustu imię Alvin, ale i ja byłem włączony w poczęcie dzieci, dlatego i ja wymyślałem kilka imion. 
 Kiedy wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu brunetka tęsknie popatrzyła w stronę kuchni, gdzie mama gotowała obiad.
- Jedzenie za 20 minut - zawołała kiedy nas zobaczyła.
- Nareszcie - westchnęła Laura.
- Choć - poiwedziałem i złapałem ją za rękę. Uroczyście zaprowadziłem ja do mojego pokoju a z tamtąd do jej nowej sypialni. Jęknęła z  zachwytu i popatrzyła na szered łóżeczek.
- O nie! - zaprzeczyła - dwójka będzie u ciebie!
- Cooo? - wytrzeszczyłem gały. Że niby u MNIE?!
- Nie chcę być sama z 5 dziecki - powiedziała twardo i zawołała Rikera. Ten przyszedł po kilku sekundach jakby na to czekał.
- Słucham piękna bratową? - debil. Laura posłała mu całusa.
- Przenies te dwa łóżeczka do Rossa  - poprosiła. Brat tak jak ja popatrzył na nia zdziwiony.
- Do Rossa? - spytał jakby nie słyszał.
- Tak do ojca mkoich dzieci - powiedziała.
- Naszych dzieci... - wtrącilem cicho.
- Zamknij się! - westchnęła arogancko Laura i wyszła chyba do kuchni.

Oczami Laury:
Kiedy weszłam do kuchni Stormie nakładała juz warzywa.
- Siadaj kochanie - uśmiechnęła się i podała mi warzywa z kotletem schabowym, ziemniakami i surówką oraz sok pomarańczowy. Podziękowałam i zaczęłam jeść. Po chwili pojawiła sie Delly i usiadła razem ze mną. Za nią przydreptał Ratliff, Rocky i dwójka blondynów. Mark był w pracy.
- Pycha - pochwaliłam i odstwaiłam pusty talerz do zlewu.
- Dziękuję - odparła serdecznie pani Lynch - masz może ochotę Laurko na śledzie? Ja jak byłam w ciąży z Rossem ciągle je jadłam i Serki homogenizowane.
- A zjadła bym - odparłam na co młodzi Lynchowie powiedzieli ''błeee''.
- Przeciez ty tego Laura nie lubisz - skrzywił sie Ross. Wzruszyłam ramionami.
- Ale mam ochotę więc siedź cicho i daj talerz - zganiłam go. Zamilkł i podał mi przedmiot. Z apetytem pochłonęłam jeszcze śledzie i lody waniliowe ze śmietaną. 
- Idziemy Lau na zakupy? - spytała Delly.
- Pewnie - odparłam z uśmiechem. Założyłam szpilki, wzięłam swoją złotą kartę kredytową i wyszłyśmy. Postanowiłam kupić dzieciom jakies ciuszki  izabawki. Wrszłyśmy do sklepu z ubrankami i zaczęłyśmy sie rozglądać.Nagle wpadłam na super pomysł. Pędem zaczęłam szukać Rydel. Znalazłam ją w dziale dla dziewczynek. W rękach trzymała uroczą sukieneczkę. Uśmiechnęłam się.
- To będą pięcioraczki, urodzone jedenego dnia? - spytałam. Dzioewczyna niepewnie kiwnęłam blond głową.
- Będe ubierała je bardzo podobnie. Tak jak wy siebie! - krzyknęłam. Delly zaklaskała w dłonie.
- Jak fajnie - zapisczała - ale my nie wiemy co będziesz miała.
- No wiem - westchnęłam. Blondynka odłożyła sukieneczkę i wyszłyśmy ze sklepu.
- Choć kupimy cos dla mnie na następne tyjące miesiące - zaśmiałam się. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- A kiedy powiecie mediom? - spytała. Zatrzymałam się i zerknęłam naczrny samochód który śledził nas od kilku minut. Widocznie Delly też to zauważyła.
- Sami muszą sie domyśleć, a za kilka miesięcy wsztsko będzie widoczne. Jak czarno na białym - mruknęłam i weszłyśmy do sklepu dla ciążowych. Wybrałyśmy kilkanaście ciuchów i je zakupiłyśmy. Z naręczem toreb wsiadłyśmy do samochodu i wróciłyśmy do domu uprzednio kupując tort czekoladowy na którego miałam ochotę.

Oczami Rossa:
Kiedy dziewczyny wróciły do domu zobaczyłem... tort czekoladowy i Laurę z widelcem. Bez ceregieli podeszła do niego i zaczęła jeść. Nawet się nie sytała czy my nie chcemy! Egoistka.
- Hej - mruknąłem i usiadłem naprzeciwko niej. Zupełnie odechciało mi się jeść. Kiwnęła mi głową i nie przerwała nawet na chwilę jedzenia. Rydel poszła rozpakować Laurę. 
- Paparazzi nas widzieli jak wchodziłyśmy o sklepu z ciążowymi ubraniami - wymlaskała niewyraźnie. 
- Myślisz, ze wiedzą? -spytałem wycierając jej czekoladę z policzka. Wzruszyła ramionami.
- Miejmy nadzieję, ze nie. Podaj mi szklanke soku - poprosiła - dziękuję - i wypiła ją duszkiem.Zamyśliłem się.
- Wiesz, ze będę jak bela? - spytała odsuwając tort. Przeyjrzałem jej się dokładnie. Bała się tego jak ognia. Od kąt pamietam Laura była szczupła jak patyk i bardzo ładna, a za kilka miesięcy. No cóż... 
- Ciąża to ciąża - odparłem spokojnie chociaz z każdym dniem bałem się ojcostwa. A jak coś schrzanię?
- Taa  - westchnęłam i wstała od stołu.
- A ty gdzie? - odwróciłam się w jej kierunku.
- Do łazienki - odparła i wyszła. Ja za to pomaszerowałem do salonu, gdzie siedział Riker z Rockym i tym palantem Ratliffem. Usiadłem między braćmi i jęknąłem ciucho.
- Co tatusiu - uśmiechnął sie Riker klepiąc mnie po plecach.
- Boję się - szepnąłem zawstydzony. Wszysyc zebrani popatrzyli na mnie zdziwieni.
- Czego? -spytał Ellington.
- Wszystkiego - wyjaśniłem. Riker usiedł tak, że patrzył mi w oczy.
- Nie jesteś sam i nie możesz okazać słabości. Laura w  niedługim czasie będzie potrzebowała twojego wsparcia - powiedział, a Rocky położył głowę na moim Ramieniu.
- Chcę, aby jeden chłopak miał drugie imię po wujku Rockym - powiedział. Zaśmiałem się.
- No jasne - odparłem i przytuliłem braci  i Ratliffka:)

Oczami Laury:
Kładąc się spać myślałam nad wsytskim i nad niczym. Kim będą nasze dzieci w przyszłości? Czy pójdą w nasze ślady? Będą szczęśliwi?

Oczami Rossa:
Rano zanim jeszcze wszyscy wstali poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem sie w białe spodnie, czarną koszulkę w jakieś szare napisy i czarne trampki. Na nos nałożyłem okulary przeciwsłoneczne i bluzę z kapturem. Tak ubrany zszedłem do kuchni. Na stole stał jeszcze tort Laury. Uśmiechnąłem się i kawałek sobie udziabałem. Mmmmm. Dobry. Kiedy zjadłem popiłem go sokiem jabłkowym i wyszedłem do studia. Po drodze kupiłem gazetę, a na pierwszej stronie ''Laura Marano czy Rydel Lynch?'' Czytałem dalej. Te głupi media pisały, ze albo jedna albo druga jest w ciąży i prosza o świadówków. Koszmar. To zupełnie popsuło mi dobry humor. Na paln wszedłem ciskając piruny. Sharon siedziała na ladzie wymachując nogami, a Calum i Raini stali i trzymali w ręku GAZETĘ!!! 
- Ross! - zawołała ruda i podeszła do mnie. Kissnęła mnie w policzek uśmiechnięta.Odwzajemniłem gest ale tak bardziej sztucznie. cal i Rai podeszli do nas.
- Co to ma być?! - wydarła się Raini.Wziąłem gazetę i westchnąłem.
- Lau wróciła - odparłem - mieszka u nas. A resztę zaraz wm powiem tylko nie tutaj.
Przyjaciele kiwnęli głowami. Zaczęliśmy iść do mojej garderoby. Ku moejmu zaskoczeniu Sharon szła za nami. Ztrzymałem się.
- Wybacz, ale to nie dotyczy ciebie - odparłem i zostawiłem osłupiała dziewczynę samą. Rai i Cal przybili sobie piątki. Zamknąłem drzwi i rozsiedliśmy się na mojej kanapie. Opowiedziałem im wszystko.
- Czyli ty i Lau no wiesz...i ona jes w ciąży? - upewiniła się hiszpanka. Kiwnąłem głową.
- Cudwnie - wykrzyknęła i mnie przytuliła - jeszcze dzisiaj wpadniemy, Okey?
- Spoko - odparłem i poszedłem sie przebrać.

Oczami Laury:
Po południu oglądałam te;ewizję w towarzystwie Rockiego. Rydel poszła do jakiejś koleżanki, Riker ma jakieś zebranie w sprawie ''Glee'', a Ell spotyka się z Kelly. 
- Nuda - westchnął Rocky zabieraąc mi pilota. Przełączył na jeden z kanałów plotkarskich, a tam zdjęcie moje i Delly oraz reporterka.
- Która z tych dwóch pięknych dziewczyn jest w ciąży?
Rocky polukał chwilę na reportaż, a potem na mnie.
- Wow - wydukał
- Shit! - ryknęłam i walnęłam ręką w  talerz od śledzi. Naczynie pękł i skaleczyło mnie. Krzyknęłam. Rocky szybko pobiegł po apteczkę. Wyjął mi szkło odkażoną pensetą i obmył ranę, a po chwili przykleił plaster w Kubusia Puchatka. 
- Boli? - spytal wystaszony krwią na resztkach talerza i plastrze.
- Strasznie boli - jęknęłam.
- Co boli?! - usłyszeliśmy w drzwiach. Odwróciłam się i zobaczyłam Rossa.
- Nic - chcaiłam go uspokoić, ale on podszedł do mnie i ujął za skaleczoną rkę.
- Co się stało? - popatrzył groźnie na Rockiego, a na mnie pobłążliwie.
- Reportarz - odparłam, a Rocky dopowiedział resztę.
- Przykro mi - oświadczył Ross, a potem pocałował mnie w rękę.
- Zraz się zagaoi - uśmiechnął się. Sama nie wiem dlaczego wybuchnęłam płaczem. Bracia spojrzeli po sobie po czym Ross delikanie mnie przytulił.
- Przepraszam - wychlipiałam.
- Ale to nic skarbie - wyszeptał w moje włosy.

Oczami Rossa:
Kiedy dziewczyna się uspokoiła od razu zasnęła. Zaniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku.
- Nie idź - poprosiła gdy stałem przy drzwiach. Przełknąłem ślinę i położyłem się obok niej. Delikanie sie we mnie wtuliła kładąc głowę na moim torsie. Było mi niesamowicie wygodnie i dobrze. Laura wcale mi nie przeszkadzała, a odrpężała. Otuliłem nas kołdrą i zasnęliśmy objęci.

Oczami Rydel:
Kiedy wróciłam do domu zobaczyłam Raini  i Caluma.
- Hej! Wiesz gdzie Ross i Laura? - spytała dziewczyna. Zdjęłam buty i pokręciłam głową.
- Nie, ale może u Laury - podsunęłam. W ciszy poszliśmy do sypialni brunetki, a tam SZOK! 

P.S. Hej! Rozdział jest jednym z dłuższych. Mam nadzieję, ze się podoba. Zapraszam na mojego drugiego bloga: r5ilaura. 
Polecajcie go i komentujcie. Z góry dziękuję.:* Miłych wróżb andrzejkowych:*****

 
 Majka`

piątek, 29 listopada 2013

Oto ja!:)

Nom więc to moje zdjęcie:



Majka`

18. W tym cho­ler­nym życiu pot­rzeb­na jest miłość, która męczy, du­si i za­bija... bez niej jest wiel­ka pustka.

Oczami Rossa:
Dzisiaj są urodziny Laury. A jutro moja ukochana przyjaciółka wraca do Miami. Posłaliśmy jej kosz kwiatów i kartkę urodzinową, ale jak znajdzie się w domu dostanie prawdziwy prezent. To jest tylko zmyłka. Sam to wymyśliłem. Nie chwalcie mnie już tak. Jestem genialny. Wiem, chociaż Rydel podważa moje zdanie. To niesprawiedliwe. Mama i Delly już urządziły Laurze sypialnię. Dostawiliśmy jeszcze śliczne łóżeczko dla dziecka. Może nie jest piękna, ale  będzie miała własny kącik. A to najważniejsze. No i będzie z dzieckiem, a ja jestem tuz za ścianą, nawet mamy drzwi prowadzące z jej pokoju do mojego.

Oczami Laury:
Powoli zaczęłam się pakować. Ubrani, pamiątki i jeszcze inne klamoty. Wieczorem byłam gotowa. Zjadłam kanapki od Ness i poszłam spać.
Rano wstałam obudzona delikatnym głaskaniem po twarzy. Zaspana otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechniętą siostrę.
- Hej - szepnęłam.
- Hej - odszepnęła i podała mi ubrania - umyj się i ubierz. Za dwadzieścia minut masz samolot.
Podziękowałam i z trudem wygramoliłam się z wyrka. Ciepłego i miękkiego. W toalecie rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Ciepła woda bardzo dobrze mi zrobiła. Smak krwi w ustach zniknął, a otulił mnie zapach konwalii z pomarańczą. Nagle spojrzałam na swój brzuch. Minął miesiąc i trochę, ale to niewiele zgrubiałam. Lekko go pogłaskałam.
- Witaj maluszku - uśmiechnęłam się sama do siebie - mamusia cię kocha.
Łza szczęścia spłynęła mi po policzku i zmieszała się z wodą. To niewiarygodne, ze tuż pod moim sercem rośnie mały człowieczek. Moje dziecko. Wyszłam spod prysznica i wytarłam mokre ciało i włosy. Ubrałam się i pomalowałam. Po chwili taszcząc walizki po schodach znalazłam się w kuchni. Na blacie piętrzył się stos naleśników z bitą śmietaną i czekoladą. Z zachłannością zaczęłam je pożerać. Siostra miała lekko wystraszony wyraz twarzy.
- Nie zaszkodzi to dziecku? - zaniepokoiła się.
- Nie - odparłam i dołożyłam sobie kolejnego naleśnika. Kiedy się dojadłam razem z Van pojechałyśmy na lotnisko. Kiedy się żegnałyśmy siostra miała łzy w oczach.
- Kocham cię - powiedziałam.
- A ja ciebie Lau - odparła i mocno mnie przytuliła, a po chwili spojrzała na mój brzuch.
- Pa maluchu - uśmiechnęła się. Pomachałam jej i wsiadłam do samolotu. Zajęłam miejsce i zamówiłam sok pomarańczowy. Stewardessa przyniosła mi tez orzeszki. Sama nie wiek kiedy zasnęłam. Obudziło mnie delikatnie szarpnięcie. Nade mną pochylał się Ross z uśmiechem.
- Wstawaj śpiochu - powiedział.
- Jak ty tu? - jąkałam. Zaśmiał się.
- Samolot wylądował 15 minut temu, a pilot nie mógł cię obudzić - powiedział, a po chwili zamilkł, bo przerwał mu mój krzyk. Przerażona złapałam się za brzuch.
- Co jest? - spytał zdenerwowany.
- Boli - wydukałam. Chłopak wstał z fotela, ale złapałam go za kurtkę.
- Nie zostawiaj mnie - szepnęłam w bólach.
- Nigdy, zaraz wracam - odparł poważnie. Tak jak obiecał wrócił z całą rodziną i innymi ludzmi. Potem była tylko ciemność.


Oczami Ross'a:
Zaraz zwariuję. Jak Laura zemdlała zawieźliśmy ją do szpitala. Zabrali ją do sali i już od godziny nikt nie wychodzi. 
- Spokojnie synu - pocieszał mnie tata - będzie dobrze.i
- Po tych słowach pokazał się lekarz. Podbiegłem do niego szybko.
- Co z nią? - spytałem drżącym głosem.
- Nic poważnego, ale zbyt wysokie ciśnienie zaszkodziło dzieciom pani Marano - odparł. Zamurowało mnie.
- Dzieciom? - spytał Riker.
- Tak. Pani Marano będzie miała pięcioraczki - oznajmił.
- Matko Boska! - wrzasnęła mama zakrywając usta rękoma.
- Ale to pewnie? Nic im nie będzie? Można wejść? - zasypałem doktorka pytaniami.
- Jest w porządku i możesz ją odwiedzić - odparł i zniknął w gabinecie lekarskim. Delikatnie zapukałem do drzwi i wszedłem. Laura miała bladą twarz i obłęd w oczach.
- 5 - szepnęła cicho.
- Wiem, ale zawszę będę z tobą - powiedziałem. Spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.

P.S. Rozdział 18 !!! Tak nwet mi sie podba. Trochę dramatu i spodziewaliście się aż pięciorga, bo ja ta! Hah. Kocham was i do juterka albo niedzieli.
Jutro dodam swoją focię i błagam nie śmiejcie się, bo cudem natury nie jestem:) Kocham was. papatki:***

Majka`

wtorek, 26 listopada 2013

17. Dla żartu niebo w strzępy porwała

Oczami Laury:
Jest już poniedziałek. W czwartek będę obchodziła 18 lat. Będę dorosła.To już duża odpowiedzialność. W dodatku zostanę mamą. Już nie raz śniłam o ślicznej dziewczynce bawiącej się na zielonej trawie w towarzystwie wielkiego różowego kucyka z pluszu. Była piękna. Długie blond loki spływały jej do pasa, wielkie brązowe oczy urzekały pięknem, delikatna skóra była koloru mleczno-białego, a usteczka wąskie koloru czerwonego. Była drobna i delikatna. Po prostu idealna. 
Z westchnieniem usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na szafie. Bardzo bałam się następnych miesięcy. Musiałam zaopatrzyć się w nowe, szerokie, ciążowe ubrania i powiedzieć światu ''jestem w ciąży!''. Bałam się jak cholera. Wiedziała o tym tylko Rydel, Vanessa i pani Lynch z którą bardzo często rozmawiałam, co doprowadzało Rossa do szewskiej pasji. Ze Stormie bardzo dobrze się rozumiałyśmy. Opowiadała mi o swoich przeżyciach z chłopakami i Delly. Nie do wiatry co oni wyprawiali! Podobno kiedyś Rocky wszedł do kanalizacji i siedział tak kilka godzin! Wiem. Straszne. Ale to właśnie ona najbardziej mnie wspiera. Nie moja mama czy Van. Ale matka ojca mojego dziecka. Wczoraj przyszła paczka od Lynchów. W wielkim pudełku z kłapouchym była czapeczka, śpioszki i kilka pluszaków dla dziecka, a także maleńki smoczek. Łzy napłynęły mi do oczu i klęcząc przed pudłem ryczałam jak  idiotka. 
Razem z Rossem  uradziliśmy, że dziecko będzie się nazywać Rozalie Olga Lynch, a chłopiec Brian Allan Lynch. Tak, razem z blondynem postanowiliśmy, ze dzidziuś przyjmie nazwisko ojca. Tak będzie lepiej. 



Oczami Rossa:
Rano od razu popędziłem na plan.  Był tam tylko Kevin i jeden z kamerzystów.
- O, Ross co tak wcześnie? - zagadał zdziwiony mężczyzna. Wzruszyłem ramionami.
- A jakoś tak - odparłem i poszedłem do swojej garderoby. Rozsiadłem się z orzeszkami na kanapie i bawiłem się telefonem, aż do chwili gdy ktoś delikatnie zapukał do drzwi.
- Proszę - krzyknąłem z pełnymi ustami. Do pomieszczenia weszła Sharon ubrana w najkrótszą sukienkę świata. Idealnie opinała jej zgrabne ciało, ale nie dziewczyna wyglądała w niej za grubo. Bardziej pasowała by ta kiecka Delly.
- Cześć - przywitałem się. Ruda uśmiechnęła się tylko.
- Co tam? - spytałem.
- A niiiiic - powiedziała słodko - mam do ciebie taką sprawę Ross.
- Jaką?  - spytałem - chcesz orzeszka?
- Nie, nie! - zaprzeczyła - chcę cię orosić o numer do Laury.
- A po co ci numer do Laury? - uniosłem zdziwiony brwi do góry. Dziewczyna zmieszała się.
- Chcę z nią poplotkować - odparła. Pokiwałem głową i na maleńkiej karteczce napisałem numer brunetki. Sharon podziękowała i szybko się ulotniła.

 Oczami Laury:
Po południu siedząc przed telewizorem i opychając się chipsami cebulowymi zaczął dzwonić mój telefon. Numer był zastrzeżony. Może ktoś z Lynchów robi sobie jaja. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przycisnęłam urządzenie do ucha.
- Halo? - spytałam.
- Odwal się od Rossa. On jest tylko mój - usłyszałam złowrogi, damski głos. Odebrało m i mowę.
- Kim jesteś?!
- Nie ważne. 
- Powiedz!
- Zostaw go w spokoju, bo komuś ważnemu dla cienie coś się stanie! - zagroziła kobieta i się rozłączyła. Wszystko legło w gruzach. Niebo rozszarpane na miliony kawałków zaczęło płakać, słońce przestraszone burzą schowało się w najciemniejszy kąt i wszystko poszarzało. Dlaczego zawsze ja!?



P.S. Witam kochani. Ten rozdział dedykuję J.J. Mam nadzieję, że rozdział się podoba mimo, że jest krótki. Następny będzie na pewno dłuższy i ciekawszy.:) Pozdrawiam.:*


Majka`

niedziela, 24 listopada 2013

16. Mowisz ''tak'' potem ''nie'' w końcu weź zdecyduj się!

Oczami Ross'a:
Kiedy nakręciliśmy nowy odcinek w którym Austin spotyka Stellę w Sonic Boomie i zaprzyjaźnia się z nią od razu pobiegłem do swojej garderoby. Usiadłem na kanapie i myślałem nad Sharon. Jest miła i zabawna. Ale jednak jakoś tak dziwnie nieodpowiednia jak kawałek puzzla z zupełnie innej układanki, ale tak pasujący do właśnie tej. Westchnąłem zamyślony. Sharon jest świetną aktorką i jest bardzo ładna. Wiele osób ją polubiło, ale Raini trzyma ruda na dystans. Wydaje się jakby miała z nią jakieś dawne porachunki, a nikt  o tym nie wie,. Co prawda Rai jest bardzo otwarta i wesoła, ale jeszcze nigdy nie opowiadała o swoim życiu z przeszłości. Lubi się udzielać dla innych, ale nie pozwala, aby ktoś udzielał sie dla niej. 


Oczami Laury:
Kiedy Van poszła się rozpakować ja zeszłam do kuchni napełnić brzuch.  Zrobiłam kilka kanapek i nalałam dwie szklanki soku winogronowego - ulubionego Vanessy. Z tym ekwipunkiem podreptałam do jadalni, gdzie był ogromny stół do jedzenia. 
- Ness pośpiesz się! - ryknęłam i spojrzałam na zegarek. Była 16:31. Westchnęłam i  zajęłam miejsce. Siostra dołączyła do mnie po kilku minutach. Na sobie mała swój szlafrok w żabki, a na nogach żabie kapcie, które przy każdym kroku kumkały cichutko. Jej głowa ozdobiona była białym ręcznikiem, a na twarzy miała brązową maseczkę.
- To już hallowen? - spytałam dusząc się ze śmichu.
- Debilka! - krzyknęłam Van. Nagle na jej twarzy trolla pojawił się chytry uśmiech.
- Lau chodź przytul siostrę - powiedziała słodko przysuwając się do mnie. Rozpoczęła się zaciekła walka. Ja starałam się odpychać Van rękoma, a ona nacierała na mnie z każdej strony. W końcu obie upaćkane jej maseczką zasiadłyśmy do kanapkowej uczty.
- Nienawidzę cię - powiedziałam gdy zasiadłyśmy na kanapie. Ness pokazała mi język i rzuciła swoją żabką. Kapeć zakumkał i trafił mi prosto w głowę. Szybko porwałam buta siostry i jej oddałam trafiając w dekolt.
- Haha! Laura 1, Vanessa 0!!! - wydarłam się ze śmiechem. Van zamrugała oczyma zdziwiona i razem ze mną zaczęła chichotać.


Oczami Ross'a:
Wszedłem do domu i zastałem...ciszę. Jak nigdy. Taką miłą i spokojną. Radośnie wciągnąłem w nozdrza powietrze.
- Jestem!!! - wydarłem się jednak nikt mi nie opowiedział. Zdziwiony wszedłem do salonu. Pustaka. Jeżeli przed telewizorem nikogo nie było to cud. Cicho w obawie pomaszerowałem do swojego pokoju. Cicho uchyliłam dziwi i tyłem się tak wślizgnąłem.
- Ufff-  westchnąłem z ulgą, ze nikogo jednak nie ma, a w tym włamywacza.  Kiedy się odwróciłem zobaczyłem całą rodzinę na moim łóżku. Mama stałe przede mną z wojowniczką miną.
- Gada coś przeskrobał! - zażądała. Spojrzałem na Rydel. W ręku trzymała maleńką czapeczkę. Śliczną Laurze by się spodobała.
- Rydel jest w ciąży? - spytałem głupio. Siostra obdarzyła mnie spojrzeniem typu ''nie pogrążaj się''. Mama westchnęła ciężko. Skapitulowałem. Usiadłem na krześle przy biurku i spojrzałem mamusi w oczy.
- To był przypadek. W tą noc jak zrobiliśmy Laurze imprezę. Upiliśmy się i już nic nie pamiętam. Potem pojechałem do niej. Wszystko się ułożyło, aż nagle ona oznajmia mi, że za 9 miesięcy będę tatą. - opowiedziałem motając się..
- A ty synek wiesz co to są prezerwatywy? - zapytał tata tłumiąc śmiech. Mama walnęła go w bok.  
- Teraz trzeba się naradzić co z tym fantem zrobić - obwieściła mama - Laura chce tego dziecka i czy tego chcesz? To duża odpowiedzialność. Noce nie przespane, opieka 24 godzinna na dobę i rezygnacja z wielu przyjemności. Będziesz musiał zarabiać na dodatkowe 2 osoby, bo Laura będzie w domu z dzieckiem. 
- Wiem wszystko. Oboje chcemy naszego maleństwa. Kiedy Lau skończy 18 lat, zamieszka z nami, a potem się zobaczy - wydusiłem. Rodzice uśmiechnęli się.
- A imiona jakie dacie? - spytał tata.
- Brian lub Rozalie - powiedziałem zadowolony. Wszyscy strawili moja odpowiedź.
- A może Riker Junior - zaproponował najstarszy brat.
- Nie chcę oszpecać dziecka - powiedziałem. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Wyślij to Laurze - Delly podała mi czapeczkę.
- Dzięki siostra - uśmiechnąłem się.
- A co ze ślubem? - zaciekawiła się mama.
- Jakim ślubem?! - wykrzyknąłem zszokowanym.
- Twoim i Laury - odparła. 
- Nigdy nie będziemy razem. to była wpadka, ale dziecko będziemy wychowywali razem, a potem zobaczymy - podparłem. 
- Tak nie m można - rodzicielka pokręciła głową ze smutkiem.


Oczami Laury:
- Laura ale pomyśl Julia, Elizabeth, Emily, Etta, Alice, Bella, Olga to też piękne imiona - upierała się Van.
- Vanessa! - krzyknęłam - ogar!
Siostra  prychnęła. Ale racje miała. Olga było pięknym imieniem. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer ojca dziecka. Jak to pięknie brzmi: ojca dziecka, mojego, jego, naszego.
- Hej słońce, co tam? - usłyszałam jego piękny baryton.
 A nic. Wpadłam tylko na taki jeden pomysł - powiedziałam cicho.
- Jaki? - zaciekawił się chłopak.
- Może NASZE dziecko nazwiemy Rozalie Olga, a synka Brian Allan. Co ty na to?
- Super!!!! - ryknął do telefonu.
- Olga to piękne i niespotykane imię, a Allan takie inne - powiedziałam ciesząc się jak małe dziecko.
- To mój pomysł - burknęła obrażona Ness. Nagle po drugiej stronie usłyszałam wrzask Rydel.
- Riker gdzie moje nowe buty!!!??? - darła się. Oboje z blondynem zachichotaliśmy. Po chwili pożegnałam się i razem z siostrą gadałyśmy o niczym i o wszystkim.

Oczami Rydel:
Jak bomba wpadłam do pokoju brata.
- Gdzie moje buty? - wysyczałam. Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem i podał mi wielkie różowe pudło. Z radości pisnęłam i usiadłam na podłodze. Otworzyłam podarek i moim oczom ukazały się cudowne szpilki. Od razu je przymierzyłam. Były idealne. I w dodatku różowe z Hello Kitty. 
- Dzięki, dzięki, dzięki - rzcuiłam się bratu na szyję. Zaśmiał się.
- Obiecałem to masz - odparł. Odkleiłam się od niego i przeszłam kawałem po pokoju. Buty były wygodne i śliczne. Postanowiłam, że na następny występ wszyscy stylizujemy się a`la róż. Z wielkim babnanem na twarzy poszłam do naszej wspólnej, wielkiej jak cały dom razem wzięty garderoby. Co miesiąc wpływało tam ponad 500 nowych ubrań i dodatków. Mój żywioł. Grzebałam chyba z godiznę i zmazłam tylko strój dla mnie, ale nie był za fajny. Zrezygnowana westchnęłam i udałam się do swojej sypialni odpocząć.


Oczami Ross'a:
Leżałem na łóżku myślać o przyszłości. Widziałem siebie bawiacego się w piłkę z ślicznym chłopcem. Po chwili stałem na scenie w towarzystwie delikatnej jak płatek róży dziewczynki. Każde z dzieci było mieszanką moich i Laury rys i kolorów. Nagle usłyszałem trzask. Ocknąłem się i wybiegłem na korytarz. Hałas dobiegał z pokoju Delly. Ruszyłem w tamtym kierunku. W dzwiach stał Rocky i Ellington. Śmiali się i patrzyli na leżącą po srodku Rydel. Na nogach miała wściekle różowe szpoilki co przyniosło mi na myśl Sharon. 
- One są śliskie jak diabli - warknęła - RIKER!!!!!!



P.S. Witam po krótkiej nieobecności. Rozdział już jest i mój kosiany barat też.  Normalnie z radości dom rozniosę. Ale nie zanudzam i kończę. Buuuziaccczzzki.:******





Majka`

Hurrraaa!!!

Wybaczcie, ze nie pisałam długo, ale mama urodziła w piątek!!! Jestem taka szczęśliwa i pełna energii. Roosevelt ''Roos'' William urodził się 22 listopada 2013 roku. Jest wcześniakiem, bo powinien urodzić się w styczniu, a tu taka niespodzinka. Leży w inkubatorze, ale jest w porządku. Ma ciemno-zielone oczy jak większość w naszej rodzinie i prawdopodobnie będzie szatynem. Nie zanudzam i idę pisać rozdział:)
Majka`

niedziela, 17 listopada 2013

15. Zanim otworzę oczy odgadnę wyraz twojej twarzy...

Oczami Ross'a:
Dzisiaj ma przyjść ta nowa na zastępstwo za Laurę. Boję się tego spotkania. Sam nie wiem dlaczego. Co do serialu to oglądalność ledwo wisi na włosku. Nikt nie chce tego oglądać bez Laury. Nawet moje rodzeństwo! Ale ja wiem, ze Laura wróci i nas uratuje. Tak jak w kreskówkach tylko bez złych ludzi i mocy. 
Wszedłem na plan. Wszystko tam było taki radosne i pełne życia. Ale za czasów ''Austina i Ally'. Wtedy każda rzecz tętniła życiem. Teraz serial nosi nazwę ''Austin i Stella''. Tak będzie się nazywała nowa dziewczyna zastępująca Laurę. A nazywa się Sharon Littlens.
Przywitałem się z przyjaciółmi i razem z Calumem poszedłem do mojej garderoby. Tam czekała na mnie garderobiana z ciuchami. Podziękowałem z uśmiechem i wszedłem do łazienki. Przebrałem się i wróciłem do rudzielca.  Usiadłem obok niego i już chciałem się pochwalić ojcostwem, ale wolałem zrobić to razem z Laurą. 
- A ty co tak cieszysz sie do tej lampy? -spytał chłopak patrząc na mnie ze śmichem. Ocknąłem się i wzruszyłem ramionami.
- A jakoś tak. Dzień jest piękny, co nie? - spytałem. Calum wyjrzał przez ogromne okno.
- Jak zwykle - odparł - choć podbno już ta nowa jest u siebie. To znazy w byłej garderobie Laury - poprawił się szybko pod morderczym wzrokiem z moich oczu. Wstaliśmy z kanapy i wyszliśmy z pomieszczenia. Pokój brunetki był na początku korytarza, a mój na końcu. Szliśmy baardzo wolno. Chyba ani ja, ani Calum nie chcieliśmy tak dojść. Kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami delikatnie je otworzyłem. Nic tak już nie było taki same. Kolor ścian z czerwono - żółtego zmeił się na ochydny różowy. Nawet Rydel takiego nie lubi. Wszędzie były miśki i inne pierdoły. Calum udawał, ze wymiotuje, a ja zachichotałem. Nagle stanęła przed nami ruda laska:


- Hej jestem Sharon - powiedziała. Podałem jej dłoń.

- Witaj. Jestem Rossm, a to Calum. Będziemy razem pracowac - powiedziałem. Dziewczyna skawapliwie ujęła moją rękę.
- Miło mi. Poznałam ju.z Raini, ale ona chyba nie za bardzo mnie polubiła - powiedziała dziewczyna lekko smutna.
- Rai tęskni za Laurą. Nie jest jej łatwo - poinformował Calum. Ruda uśmiechnęła się.
- Dzięki - westchnęła. Chciałem coś powiedzieć, ale zadzwobił mój telefon. Laura. 
- To Laura - zawołałem i odebrałem. Sharon zmierzyła mnie dziwnym spojrzeniem. Nie umaiłem go odgadnąć. 
- Hej mała, co tam? - spytałem radośnie do słuchawki. 
- Siemka blondynie-  usłyszałem jej piękny głos. Tak bardzo bliski memu sercu głos. Uśmiechnąłem się, a Calum przyłożył ucho z drugiej strony telefonu.
- I jak nowa? - zapytała brunetka.
- Jest spoko - powiedziałem zerkając na Sharon. Laura zaśmiała sie do słuchawki.
- Pozdrów ją ode mnie. Teraz - zażądała. Westchnąłem.
- Sharon pani Laura Marano cię pozdrawia - powiedziałem mrugając do dziewczyny. Usmiechnęła sie samymi wargami.
- Ja ją też - odwzajemniła gest. Przekazałem to Laurze i pożegnałem, ponieważ Kevin wołał nas na plan.


Oczami Laury:
Po rozmowie z Rossem razem z Van gadałyśmy o imionach.
- Jakie wybraliście? - zaciekawiła się Ness. 
- Brian lub Rozalie - powiedziałam. Siostra zmrużyła oczy.
- Piękne - powiedziała po chwili - a jak będzie ich liczba mnoga?
- To wtedy pęknę - zażartowałam i oberwałam poduszką. W ten sposób ''narodziła'' się bitwa na poduszki.


P.S Hejka kochani! Jest to nudny i beznadziejny. Za to bardzo przepraszam i  do napisania w piątek:)


Majka`